Grupa Rekonstrukcji Historycznej

im. por. Stanisława Grabdy ps. Bem

  • Start
    Start Tutaj znajdziesz wszystkie wpisy dostępne na stronie.
  • Kategorie
    Kategorie Wyświetla listę kategorii tego bloga.
  • Tagi
    Tagi Wyświetla listę słów kluczowych, które zostały wykorzystane na blogu.
  • Blogerzy
    Blogerzy Wyszukaj ulubionego blogera na stronie.
  • Wpisy Zespołu
    Wpisy Zespołu Wyszukaj ulubiony zespół.
  • Archiwum
    Archiwum Zawiera listę wpisów, które zostały utworzone wcześniej.
  • Login
    Login Formularz logowania
Wojciech Zapała

Wojciech Zapała

Jestem takim nadrzecznym łazęga czyli popularnie wędkarzem jest to jedna z moich pasji Zajmuje się amatorsko grafiką i tworzeniem portali społecznościowych.Jestem twórcą i wspóltwórcą wielu portali obecnie najnowszym dzieckiem jest portal Piewca .pl z bardziej znanych portali jest to seria przewodników wędkarskich Świętokrzyski,Pomorski i Łodzki Przewodnik WędkarskiZakres moich zainteresowań jest dość szeroki, jest to historia regionu ,socjocybernetyka społeczna,przyroda i różne powiązane z nimi rzeczy.
Nie wierzę w obecny system monetarny. Jestem zafascynowany rozwiązaniami Szwajcarii i to nie tylko w kwestii waluty lokalnej ale tez obronności oraz demokracji bezpośredniej

68

b2ap3_thumbnail_20180715_101002_resized.jpgJak tradycyjnie co roku  nasi członkowie wzieli czynny  udział procesji i  Mszy Świętej która odbyła się na cmentarzu w miejscowości Janina .Oddaliśmy hołd kpt. Janowi Skwarkowi pseudonim „Szary” żołnierzowi NSZ zbitemu przez skomunizowany oddział  BCH  oddziału „Maślanki”.Odbyła się procesja  po której . Spotkaliśmy się też z nowym proboszczem ks.  Zbigniewem Abramowiczem. Dodatkowo nasza koleżanka Ania  obchodzi dziś swoje  13 urodziny. Z serca życzymy Ci Aniu wszystkiego najlepszego.

 

Czytaj dalej
32

b2ap3_thumbnail_P1550514.JPG11 lipca to dzień, w którym upamiętniane są ofiary brutalnych mordów dokonanych na polskich mieszkańcach terenów dawnych Kresów Rzeczypospolitej.

Czytaj dalej
42

b2ap3_thumbnail_P1550221.JPGW Ługach, 10 czerwca 2018 r. odbył się festyn rodzinno-patriotyczny przygotowany również przez naszą grupę. Dużym zainteresowaniem cieszył się nasz kącik militarny, gdzie przedstawiliśmy różnego rodzaju repliki broni.

Czytaj dalej
113

W niedziele 3 czerwca mieliśmy zaszczyt uczestniczyć w uroczystości upamiętniające te tragiczne wydarzenia. Niestety z przyczyn od nas niezależnych część naszej grupy będąca  również członkami OSP  została wezwana do akcji ratunkowej.

b2ap3_thumbnail_P1550087.JPG

Uroczystości rozpoczęły się koncertem  „Łączy nas pamięć” w wykonaniu dzieci ze Szkoły Podstawowej im. Księdza Jerzego Popiełuszki w Krajnie oraz Chóru „Hosanna”. Po koncercie historię pacyfikacji przybliżył dr Tomasz Domański z Delegatury IPN w Kielcach. Po Mszy Święta w intencji pomordowanych w dniu 4 czerwca 1943 r. wszyscy uczestnicy przeszli na cmentarzu by się pomodlić i złożyć kwiaty na mogile ofiar pacyfikacji. Na koniec poczęstunek na placu przy plebanii,
wspólny śpiew piosenek partyzanckich i ludowych.

 b2ap3_thumbnail_P1550095.JPGb2ap3_thumbnail_P1550099.JPGb2ap3_thumbnail_P1550102.JPGb2ap3_thumbnail_P1550103.JPGb2ap3_thumbnail_P1550121.JPGb2ap3_thumbnail_P1550125.JPGb2ap3_thumbnail_P1550140.JPGb2ap3_thumbnail_P1550157.JPGb2ap3_thumbnail_P1550158.JPGb2ap3_thumbnail_P1550160.JPGb2ap3_thumbnail_P1550165.JPGb2ap3_thumbnail_P1550171.JPGb2ap3_thumbnail_P1550173.JPG

4 czerwca 1943 roku zamordowano w Krajnie 24 mężczyzn i 3 kobiety.

Lista osób zabitych:

 

Antoni Borycki

Ludwik Borycki

Władysław Borycki

Stanisław Cedrowski

Władysław Gawroński

Damazy Ginter

Józef Jaguś

Antoni Kowal

Józef Kowal

Józef Krawczyk4

Franciszek Kuroś

Antonina Niburska (w ciąży)

Franciszka Niburska (w ciąży)

Jan Niburski

Stefan Niburski

Franciszek Sobieraj

Władysław Susło

Adam Szlufik

Antoni Szlufik

Franciszek Szlufik

Piotr Szlufik

Czytaj dalej
27

b2ap3_thumbnail_31697384_2452015861490914_6026943322315030528_o.jpgUroczystą mszą świętą w Kościele  pw. Niepokalanego Poczęcia NMPo godzinie 10.00 rozpoczną się w Kielcach obchody 227. rocznicy uchwalenia Konstytucji 3 Maja. Po nabożeństwie uczestnicy przemaszerowali do Parku Niepodległości gdzie złożenia kwiaty, zapalono znicze przed Pomnikiem Wdzięczności
Uroczystość zakończył  Majowy Przegląd Pieśni Patriotycznej.

Czytaj dalej
190

b2ap3_thumbnail_P1530858.JPG

W Sanktuarium Matki Bożej Loretańskie w Piotrkowicach k. Kielc odbyła się msza w intencji 65 rocznicy męczeńskiej śmierci por, Stanisława Grabdy . Nasza grupa oraz Towarzystwo Miłośników Ziemi Chmielnickiej wystawiła poczty sztandarowe. Msze odpraw Proboszcz i przełożony wspólnoty o. Piotr Linka oraz Jacek Kopeć- ksiądz, Dyrektor Zespołu Szkół Katolickich Diecezji Kieleckiej imienia Świętego Stanisława Kostki w Kielcach, której nasz patron był absolwentem. W mszy uczestniczyła Jolanta Rybczyk, siostrzenica Stanisława Grabdy „Bema” oraz burmistrz Chmielnika Paweł Wójcik.

30 sierpnia 1952 roku, Wojskowy Sąd Rejonowy w Kielcach wydał na Stanisława Augusta Grabdę wyrok skazujący go na karę śmierci. Wykonano ją niezwykle brutalnie, 15 kwietnia 1953 roku w więzieniu kieleckim.
Narzucono mu worek na głowę, następnie jego w worku powieszono na haku i bito kijami. W tak tragiczny sposób zakończył swoje życie por. Stanisław Grabda ps. „Bem”, „Vir-Olszyna”, żołnierz NSZ i AK.

 

Czytaj dalej
42

b2ap3_thumbnail_P1520966.JPGW niedzielę, 11 marca w Sanktuarium Mirowskim odsłonięto tablicę poświęconą pamięci Włodzimierza Kołaczkiewicza (1918-2007), ps. „Hubert”, „Zawisza”, żołnierza Brygady Świętokrzyskiej Narodowych Sił Zbrojnych oraz więźnia komunistycznego aparatu represji.

Uroczystość rozpoczęła msza święta odprawiona w intencji pana Włodzimierza i pomordowanych żołnierzy NSZ. Tuż po niej dokonano uroczystego poświęcenia i odsłonięcia pamiątkowej tablicy w Kaplicy Katyńskiej.

Inicjatorką upamiętnienia swojego ojca była córka pana Włodzimierza pani Danuta Materek z synami, a organizatorami uroczystości – Oddział Instytutu Pamięci Narodowej w Krakowie oraz Delegatura IPN w Kielcach.

.

Czytaj dalej
390

b2ap3_thumbnail_P1510055.JPGGaleria Współczesnej Sztuki Sakralnej "Dom Praczki" wystawa prac Jana Golki - scenografa, malarza, poety. Żołnierza NSZ

Jan Golka ps. „Klemens”, „Łukasz” (ur. 18 marca 1918 w Permie, zm. 23 czerwca 1973 w Kielcach) – członek Narodowych Sił Zbrojnych i Narodowego Zjednoczenia Wojskowego.

Czytaj dalej
402

 b2ap3_thumbnail_Irena-Karska.jpgPo wybuchu wojny została członkinią Związku Walki Zbrojnej. W wyniku wsypy, zostały rozbite Kieleckie struktury Związku Walki Zbrojnej, kontakty konspiracyjne zostały pozrywane i cudem uniknęła aresztowania. Irena Czubińska czując się zagrożona wstępuje w szeregi Narodowych Sił Zbrojnych gdzie była łączniczką oraz przeszła szkolenie na sanitariuszkę w podchorążówce Brygady Świętokrzyskiej Narodowych Sił Zbrojnych. 
Msza żałobna odbyła się w kieleckiej Katedrze w tej samej w której, brała ślub ze Stefanem Bchenkiem. Jak wspominał sam Stefan „Pamiętam ten dzień – wystraszony ksiądz, wystraszeni świadkowie, a zamiast organów grały nam spadające w pobliżu pociski – niesamowite przeżycie”.
Po wkroczeniu wojsk sowieckich do Kielc w obawie przed aresztowaniem uciekli do Poznania i zmienili nazwisko na Karski.

 

 

 

Czytaj dalej
421

Genowefa PuchałaUrodzona 6 czerwca 1925 roku w Michałowie koło Pińczowa córka Walentego Gawła i Marianny z domu Budzyń. W roku 1944 zawarła związek małżeński z Franciszkiem Puchałą, który należał do organizacji Narodowe Siły Zbrojne, oddziału Kazimierza Nowaka ps.”Łoś” powstałego na terenie powiatu pińczowskiego. W październiku 1944 r została również członkiem organizacji NSZ, składają przysięgę przed podchorążym „Łosiem”, i otrzymała pseudonim . „Szarotka”  Pełniła funkcję łącznika do września 1944 r. Po skończonej wojnie jej mąż nie zaprzestał dalej pracować na rzecz Polski Niepodległej, był zastępca d-cy oddziału NSZ pod dowództwem Stanisława Chmielewskiego ps. „Buk”. Z  3/4 czerwca 45r. uczestniczy w nieudanej próbie rozbicia więzienia w Pińczowie.  W roku 1948 zostaje aresztowany wraz z innymi członkami NSZ. A w czerwcu 1949 roku został osądzony i skazany na karę śmierci wyrok został wykonany 1 października 1949 roku w Kielcach. Do tej pory nie odnaleziono miejsca jego pochówku jak również jego dowódcy Stanisława Chmielewskiego. Pogrążona w rozpaczy Genowefa została z trojgiem małych dzieci, bez środków do życia. Prześladowana przez komunistów wyjechała więc do rodziców na tak zwane „ziemie odzyskane” ale tam też nie została spokoju. Jej dzieci były poniżane i wyzywane od bandytów, nawet jej ojca aresztowało UB, gdy stanął w obronie wnuków. Aby zatrzeć ślady i chronić swoje dzieci zmuszona była wyjechać dalej do miejscowości Nowa Sól. Od 1969 roku pracowała w Dolnośląskich Zakładach Metalowych na stanowisku lakiernika w 1990 roku przeszła na zasłużoną emeryturę. Ponieważ w Nowej Soli nie istniał Związek Żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych na jej prośbę przyjęto ją do Okręgu Świętokrzyskiego koła w Pińczowie. Zmarła 20 maja 2013 r. w Nowej Soli pochowana na Cmentarzu Komunalnym Miasta Nowej Soli w Otyniu.

Czytaj dalej
454

Stefan RosołowskiUrodził się 26 kwietnia 1918 roku Samostrzałowie powiat Pińczów, jako najstarszy z pięciorga osobowego rodzeństwa, rodzice rolnicy na 6 hektarowym gospodarstwie. Po szkole powszechnej w Sędziejowicach i Stawianach pobierał naukę w Państwowym Gimnazjum Humanistycznym im Hugona Kołłątaja w Pińczowie. Po czterech latach musiał  z powodu trudności materialnych przerwać naukę. Brat matki Nauczyciel zabrał go do Równego,  gdzie ukończył szkołę handlową. W sierpniu 1938 roku wyjechał do Warszawy, gdzie odbył praktykę w firmie F Zieliński. W lipcu 1939 roku zgłosił akces Do batalionu żywych torped, jednak z chwilą wybuchu wojny nie został zmobilizowany. Na wezwanie płk. Romana Umiastowskiego udałem się na wschód, w Szacku nad Bugiem wstąpił ochotniczo do oddziału Wojska Polskiego, ale z braku mundurów i broni nazajutrz go zwolniono. 16 września dotarłem do Równego i byłem świadkiem najazdu Armii Czerwonej. Uczestniczył w zawiązaniu się konspiracji kierowanej przez ośrodek Polski ze Lwowa. Na skutek narastającej deportacji Polaków na Syberię przeszedł granice na Bugu i na początku lutego 1940 roku i wrócił do Samostrzałowa. Po drodze nocował w domu Stanisława Grabdy w Przededworzu k/ Chmielnika Wtedy to zawiązała się jego znajomość i przyjaźń ze Stanisławem. W kwietniu1944r.  Grabda przybył do Samostrzałowa i zaangażował go do Grupy Szańca. W 1942 roku do Związku Jaszczurczego tą drogą znalazł się w Narodowych Siłach Zbrojnych i rozbudowa i je  w północnej części powiatu buskiego. Po jakimś czasie był mianowany zastępcą komendanta obwodu może rejonu, którym był kolega Wacław Michalski ps.”Żur” z Pierzchnicy. W sierpniu 1940 roku przyjechało po niego gestapo z Kielc prawdopodobnie na skutek jego akcesu do Batalionu Żywych Torped. Byłem bliskim współpracownikiem Stanisława Grabdy pseudonim „Vir Olszyna,Bem”, Dobrowolskiego Jerzego z Jasienia ps. „Krzywonos”, Mariana Łagowskiego ps „Niedziela” z Gnojna, Jana Skwarka ps.„Szary”, z Janiny. którego  ulokował jako inspektora melioracji u swojej ciotki Felicji Szkarbarskiej w Sędziejowicach, potem a w Umianowicach. Po przejściu do nowej kwatery w okolicach Janiny w leśniczówce kpt. Skwark został nocą zastrzelony przez AL (dzień przed wigilią 1943). Sam był nachodzony przez grupę nieznanych osobników jak wspomina cyt.. „nie zostali mnie w domu, zabrali nieprzemakalny płaszcz i rower”. Kilkakrotnie  uczestniczył w akcjach z bronią w  ręku przeciw okupantom. W 1942 roku wspólnie z Józefem  Wiewiórem i Józefem Gąsienicą okresowo redagował i powielał konspiracyjną gazetkę, którą przewoził  do Pińczowa. Zorganizował kurs motorowy w Borkowie z pomocą Mieczysława Głuszaka dla grupy swoich żołnierzy. Motocykl przekazał  wikary parafii Kije kanonik Zelka. Wiosną 1945r uznał, że w nowym położeniu politycznym, kiedy wielomilionowa armia sowiecka rozlokowała się na ziemiach polskich, konspiracja i walka zbrojna nie ma widoku na pomyślny skutek. Racjonalnym jest zdobywanie wiedzy i wpływów, przenikanie do organizacji państwowych. Kierując się tą ideą wstąpił do wojska cyt ..przez komisję selektywną nie byłem przyjęty, odczekałem chwilę na boku i podszedłem do stolika gdzie, wciągano „przyjętych na ewidencję”. We wrześniu owego roku został mianowany podporucznikiem, w opinii napisano, że jest podejrzany o przynależność do AK, dlatego nie skierowano go do jednostki liniowej, lecz do Szpitala Garnizonowego w Rzeszowie, który trzeba było pospiesznie odbudować i przyjąć coraz liczniejszych rannych żołnierzy w walkach z UPA. W 1946 roku ożeniłem się z Krystyną Szymańska córką nauczyciela, więźnia obozu koncentracyjnego. W latach 1945-1949 ukończył Państwowe Studium Administracyjne. Po likwidacji Szpitala Garnizonowego był przejściowo wykładowcą w Szkolnej Kompanii Oficerów Rezerwy w Przemyślu i Tarnowie. 7 lat nie był awansowany ani razu nagrodzony, w połowie 1951 roku wystąpił o zwolnienie z wojska, ale departament kadr nie zezwolił na przejście do rezerwy, lecz skierował do Centralnej Biblioteki Wojskowej na stanowisko kierownika ośrodka bibliograficznego, potem awansował na wicedyrektora CBW i poświęcił się pracy naukowej. W 1965 roku uzyskał stopień naukowy doktora, 7 lat później doktora habilitowanego i tytuł docenta. W połowie 1976 na skutek szykan dyrektora żołnierza AL zwolniłem się z wojska i odszedłem na wcześniejszą emeryturę. Był wiceprzewodniczącym Stowarzyszenia Bibliotekarzy Polskich. Członek Związku Literatów Polskich. Autor tak zwanych „powieści urzędniczych” oraz książek naukowych. Napisał też trzy powieści, w pierwszej pt. Wyznania Nieznanego Żołnierza znajduje odbicie życia NSZ na naszym terenie i ogólnie Ruchu Oporu oraz Wojska Polskiego do 1952 roku. Opowieści te pozostają w rękopisach i  jak pisał w roku 1992  oczekują poprawa rynku wydawniczego.

Zmarł 26 maja 2007

 {gmapfp id="11" id="14".... id="5" catid="69" itin="1" zmap="10" wiki="2" hmap="700" }

Czytaj dalej
401

 b2ap3_thumbnail_Parnos.jpgUrodził się 11 stycznia 1919 roku w Zagnańsku koło Kielc, syn Stanisława i Jadwigi z domu Adamiec. W 1926 rozpoczął naukę w szkole podstawowej w Kajetanowie, którą ukończył w 1930. Do wybuchu wojny zatrudniony był w Nadleśnictwie Państwowym w Kielcach w charakterze robotnika niewykwalifikowanego, natomiast przez cały okres okupacji pracował w Państwowym Tartaku w Zagnańsku oraz Nadleśnictwie Kielce. W maju 1943 roku wstąpił do organizacji konspiracyjnej Narodowe Siły Zbrojne i został zaprzysiężony przez komendanta placówki Zagnańsk podchorążego Józefa Góreckiego ps.”Góra” i plutonowego Franciszka Pawlika ps. „Gajowy” z Zabłocia. Został przeszkolony w zakresie obchodzenia się bronią, jak również całej działalności konspiracyjnej. Jako łącznik zwiadowca przeprowadzał penetrację terenów Gminy Samsonów, Zagnańsk, interesując się przede wszystkim pozostałościami broni i sprzętu wojskowego z „Kampanii Wrześniowej” celem jej przyjęcia na potrzeby tworzących się oddziałów partyzanckich. Ponadto interesował się osobami kolaborujący mi z Niemcami  oraz złodziejami, których z miesiąca na miesiąc przybywało. Wszystkie z tego zakresu rozpoznania przekazywał systematycznie „Gajowemu i „Górze” poprzez punkty kontaktowe. W oparciu między innymi o jego rozpoznania w terenie istniejąca „grupa lotna” spowodowała wyraźne uśmierzenie zapędów kolaborantów i złodziejaszków. Zaś niepoprawnym wymierzała zasłużone kary. W terenie „grupa lotna”, z którą miał zaszczyt bezpośrednio działać z bronią w ręku, odzyskała znaczne ilości sprzętu wojskowego, broni, amunicji, żywności i odzieży. Zdobywana ona była z niemieckich pociągów jadących na wschód, wszystkie tego rodzaju działania przeprowadzono każdorazowo w ścisłym porozumieniu z dowództwem placówek KPN i AK. Zdobyta tą drogą broń inne towary składowane były w określonych miejscach we wsi Siodła, Zabłocie w Bartkowie koło Dęba Bartka w budce kolejowej koło stacji Węgle od strony Zagnańska. Cała zdobyta broń była według potrzeb przekazywana oddziałom partyzanckim np.porucznikowi „Habdanikowi”( Jerzy Oskar Stefanowski) W 1943 roku nowo tworzące mu oddziałowi kapitana „Niemiry” a w połowie miesiąca stycznia 1944 roku broń wraz z innymi żołnierzami przejmował „Brodzisz” Stanisław Strzelec Od marca 1944 roku pracował w Zakładach Państwowej Kolejki Leśnej w Zagnańsku później w Fabryce Łożysk Tocznych „Iskra” do lipca 1977 roku, kiedy to odszedł na emeryturę

Czytaj dalej
522

b2ap3_thumbnail_Kopes.jpgUrodził się 18 czerwca 1922 w Tumlinie-Węgiach k/ Kielc, jako syn Wincentego i Doroty zd. Stefańskiej. W marcu 1943 zaczął prace na kolei w Zagnańsku gdzie wstąpił do ZJ NSZ. Został zaprzysiężony z przez Franciszka Szczepańskiego „Witala" i działał w ramach plutonu kolejowego NSZ, Przeszedł szkolenie wojskowe w ramach łączności i wywiadu prowadzonego na kolei. od 11 VIII 1944 w 5 komp. 202 pp. Brygady Świętokrzyskiej , pod koniec września 1944 odesłany do pracy w placówce Tumlin jako łącznik do dyspozycji kpr. Sochy. Pracował na kolei aż do przejścia na emeryturę w grudniu 1991roku. W sierpniu 1992 został członkiem Związku Żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych koło nr.2 w Kielcach i uzyskał uprawnienia kombatanckie.

Czytaj dalej
407

 b2ap3_thumbnail_Janaszek.jpgUrodził się 21 marca 1924 w Zagórzu koło Kielc jako syn Józefa i Marianny z domu Janyst. Zarówno przed wojną, jak i w czasie okupacji mieszkał w Zagórzu we wrześniu 1942 roku został zwerbowany do podziemnej organizacji Narodowe Siły Zbrojne do placówki Zagórze w tej placówce przechodził przeszkolenie wojskowe po przeszkoleniu złożył przysięgę przed porucznikiem Kubickim pseudonim Roman dowódcą placówki Zagórze był Franciszek Sarek pseudonim Zagórski po zaprzysiężeniu Jako członek grupy dywersyjnej brał udział w akcjach zbrojnych w okolicach Radlina ostrej Górki Kielce, uczestniczyło we wszystkich akcjach grupy czy rekwizycji żywności i rozbrajanie Niemców. Na placówce Zagórze był od września 1942 roku do stycznia 1945 roku po okupacji niemieckiej uczęszczał do gimnazjum dla dorosłych w Kielcach gdzie ukończył 4 klasy, czyli małą maturę W 1950 roku ożenił się i zamieszkał w Domaszowicach Od 1968 roku aż do śmierci mieszkał w Kielcach na ul Nowy Świat. Zmarł 2003-08-23 i został pochowany na cmentarzu komunalnym II w Kielcach przy ulicy Ściegiennego (Przylegający do Cmentarza Prawosławnego

Czytaj dalej
469

Krystyna Maria Barańska zd. Kulesza ps. „Krycha”Urodziła się 6 grudnia 1925 r. w Sosnowcu  roku. Córka Antoniego Kuleszy i Marii zd. Sidło. W 1931 r przenieśli się do Kielc i zamieszkali przy ul. Karczówkowskiej 8 (w domu który dotychczas istnieje) W grudniu 1939 roku w pomieszczeniach domu jej starszy brat Włodzimierz Kulesza ps. „Rafał” oraz Jan Golka ps. Klemens uruchomili tajną drukarnię konspiracyjną, w której drukowano techniką powielaczową pismo o tytule „Sztafeta”. W późniejszym czasie wprowadzono druk „Sztafety” ulotek oraz innych pism techniką składu czcionki na maszynie drukarskiej. Zaprzysiężona została w marcu 1942 roku przez „Klemensa” jej brata, choć wcześniej była zaangażowana przy rozprowadzaniu pism pochodzących z tej drukarni. Po likwidacji Getta Niemcy wysiedlili ich do mieszkania na ulicy Stolarskiej 37 (teren byłego Getta). Gdzie podczas remontu mieszkania wydzielono niewielką powierzchniowo część na drukarnię, w której wejście przygotowano zamaskowany  i niewidocznym włazem. W tym lokalu drukarnia pracowała do wkroczenia do Kielc wojsk sowieckich. Drukarnia pracowała w godzinach nocnych i dziennych, roznosiła paczki z prasą i drukami oraz do przydzielonych im punktów między innymi sklep muzyczny Pana Szmidta przy ul. Sienkiewicza, do państwa Józefowskich na drugim piętrze kamienicy Smolińskich na ul Słowackiego 3p. do państwa Stanikowskich, Wierzyńskich, Friedman lub Frydrych przy ul. Sienkiewicza oraz do wielu innych miejsc. Była łącznikiem na punkt kontaktowy dla chłopców kierowanych do partyzantki. Po wejściu sowietów drukarnia była przenoszona w inne miejsce i częściowo rozmontowana. W marcu 1945 roku aresztowano jej ojca i brata oraz kilku innych ludzi, z pomieszczenia drukarni wyniesiono całe wyposażenie (oprócz maszyny drukarskiej przeniesiony gdzieś w inne miejsce). Razem z matką musiały się ukrywać, po rozbiciu więzienia w sierpniu 1945 roku wyjechały razem z ojcem na zachód do Ziębic a brat do Poznania. W latach 90 była aktywnym członkiem Związku Żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych koło nr 2 w Kielcach i zamieszkiwała na ul Sienkiewicza.

Czytaj dalej
466

Konrad SpurekUrodził się 16 grudnia 1913 roku w Białogonie w rodzinie robotniczej jako syn Walentego i Stefanii ze Stachurskich. W siódmym roku życia rozpoczął naukę w szkole powszechnej w Białogonie, którą ukończył w 1928 roku. Rok później rozpoczął pracę w Państwowych Zakładach Mechanicznych i Odlewni Żelaza w Białogonie, jako uczeń modelarski. W 1930 r. rozpoczął naukę w wieczorowej szkole dokształcające w Kielcach, którą ukończył W 1933 roku, a rok później został powołany do odbycia służby wojskowej w II batalionie czołgów z Żurawicy koło Przemyśla, tam ukończył szkołę Podoficerska w stopniu starszego strzelca i przydzielony został do Kompanii motorowej jako zastępca drużynowego. W 1936 r. zwolniony został do rezerwy i w tym samym roku podjął pracę w poprzednim zakładzie jako modelarz. 1 września 1939 roku został zmobilizowany do drugiego Batalionu Pancernego w Żurawnicy, 112 Kompanii czołgów „Renault” jako strzelec czołgowy, dowódcą kompanii był kapitan Gajda a dowódcą plutonu podporucznik rezerwy Z. Nagórski, Wieczorem 2 Września transportem kolejowym wyjechali w kierunku Lwowa. On i dwóch żołnierzy zostało wyznaczonych do obrony przeciwlotniczej na ostatnim w wagonie długiego pociągu.

 

cyt.. Jechaliśmy bardzo szybko w wagonie, na którym jechaliśmy rzucało tak, że niemożliwe było utrzymanie się na nogach, a w pewnej chwili wagonem szarpnęło tak, że się poprzewracaliśmy. Stojak wyrwał mocowania i wypadł z wagonu, dla mnie była to rzecz straszna, zgubiłem karabin….

 

Mimo ciemnej nocy i mimo pędzącego pociągu po wagonach przeszedł do przodu pociągu, aby zameldować dowódcy co się stało, ten wysłuchawszy go, nie kazał mi już wracać. Rano przyjechali do Lwowa, który był już mocno bombardowany, w niedługim czasie nadleciały niemieckie samoloty i zaczęły zrzucać bomby na miasto i stacje, wkrótce opuścili Lwów kierując się na wschód.

 

Cyt.. wyglądało tak jakbyśmy wracali z powrotem poprzez Równe, Zdołbunów, Kowel do Brześcia. Po krótkim postoju jedziemy na północ Dojechaliśmy do stacji wśród lasów Czeremcha, która była załadowana transportami wojska, w niedługim czasie nadleciały niemieckie samoloty, zrzucając bomby ostrzeliwały nas z karabinów maszynowych. Było to dla nas zaskoczeniem. Wkrótce nadleciał z powrotem i spotkały się z silnym ogniem obrony przeciwlotniczej stacji i transportu. Jeden samolot zapalił się, a następnie wybuch płonąc spadł w niedalekiej odległości drugi dymiący skrył się za lasem, na pewno zginął. Zaraz potem ruszyliśmy dalej na północ, w drodze widać było dużo pozabijanych koni i rozwalonego sprzętu wojskowego. Dojechaliśmy do stacji Wysokie Litewskie, stacja była opustoszała, znać było świeże ślady bombardowania. Koło południa szykowaliśmy się do obiadu, w tym czasie nadleciały samoloty i zaczęło się znowu bombardowanie. Słaba obrona pozwoliła Niemcom celnie rzucać bomby, zginął kapral i dwóch żołnierzy byli też ranni. Dowiedzieliśmy się, że wracamy do Brześcia, mieliśmy jechać do Warszawy, ale na skutek zniszczonych torów dalej jechać nie można. Po rozładowaniu się na stacji w Brześciu pojechaliśmy do twierdzy i weszliśmy w skład obrony Brześcia. Pluton nasz zajął stanowisko na bramie terespolskiej, czołgi nasze zaryglowane bramę w kierunku na most na Muchawcu. Po południu na moim stanowisku zobaczyłem na drugim brzegu Muchawca zbliżającą się masę ludzi, kierującą się na most. Było to wojsko uciekające w panice bez broni nawet nie kompletnie ubrane. Ja jako zastępca dowódcy plutonu, chciałem ich zatrzymać do kontroli, ale to było niemożliwe. Nadszedł dowódca plutonu i kazał wycofać czołgi z bramy i wpuścić do ich do środka, było to wojsko spod Mławy. Na drugi dzień z samego rana rozpoczął się artyleryjski atak na twierdzę, najpierw słychać było dalekie wybuchy, a potem wzmagający się świst i piekielny huk rozrywających się pocisków. Tak było cały dzień i noc. Zapalił się duży budynek, w którym mieściło się dowództwo, spalił się też kościół. Pluton nasz stał bezczynnie i bezpiecznie na swoim miejscu koło południa dostałem rozkaz, aby pół plutonem czołgów wyjechać na Bramę Brzeską, by przejść na drugą stronę twierdzy, było spokojnie. Nie wchodząc do czołgu prowadziłem je, gdy byłem w połowie drogi rozpętała się artyleryjska kanonada. Już nie mogłem się zatrzymać i wejść do czołgu, szczęśliwie doszedłem na miejsce jednak całą twarz miałem zakrwawioną od odprysków i w nodze dwa odłamki. Chcieli mnie odesłać do szpitala, ale się nie zgodziłem. Założono mi opatrunek i zostałem na miejscu. W tym czasie nastąpiła duża detonacja, to został zerwany most na Bugu. Nasza akcja nie doszła do skutku, wróciliśmy z powrotem na stare miejsce. Wkrótce potem przyszedł rozkaz do wyjazdu, opuszczaliśmy Brześć w sposób zorganizowany w kierunku na Kodeń, zostawiając za sobą palący się Brześć miasto i twierdzę. Po przejechaniu kilkunastu kilometrów zabrakło nam benzyny, dostaliśmy rozkaz zniszczyć czołgi, amunicję i sprzęt. Dalej szliśmy piechotą, będąc na odpoczynku w lesie między Lublinem a Chełmem słychać było ostrzał artyleryjski spod Chełma, w tym lesie zebrały się resztki wojska z Brześcia. W pewnej chwili ubezpieczenie doniosło o naciągający w wojsku niemieckim. Wśród wojska wybuchła panika, wojsko rzuciło się do ucieczki w las. Nadciągający wojskiem okazał się 10 Pułk Zmotoryzowany Strzelców Konnych pod dowództwem Maczka. Z naszego Batalionu w większości wszyscy zostali, dowództwo nasze oznajmiło nam, że na skutek ogólnej sytuacji w kraju zwalnia nas z wojska, każdy może postępować według własnego uznania. Wypłacono nam żołd, dodatek wojenny i coś tam jeszcze w sumie dostałem około 200 zł, było to dość sporo pieniędzy wróciłem do domu w czasie okupacji spadł na mnie obowiązek utrzymania na starych rodziców i dwóch młodszych braci…...Konrad Spurek

 

Podjął pracę w „Zakładach Białogońskich” i dodatkowo trudnił się handlem. W 1940 roku spotkał się z Adolfem Zawadzkim był to jego starszy kolega, przed wojną był komendantem Strzelca w Białogonie do którego też Konrad należał. Zaproponował mu wstąpienie do Organizacji Wojskowej ZWZ oczywiście zgodził się złożył przysięgę i przyjął pseudonim „Bobrza” (rzeka przepływająca przez Białogon). Jego zadaniem była organizowanie ludzi, gromadzenie broni i kolportaż prasy. Dobrał sobie czterech kolegów, którzy byli podoficerami piechoty, aby zorganizować drużyny. Już po roku miał normalny pluton wojska. W tym czasie Adolf Zawadzki, będąc chorym na gruźlicę zmarł i został bez łączności z organizacją. Udał się do kolegi Edwarda Kaczmarczyka, który był porucznikiem artylerii wiedział że on również należy do konspiracji. Opowiedział z czym przychodzi a on zadowolony oświadczył mu że należy do nowo powstałej organizacji wojskowej pod nazwą Narodowe Siły Zbrojne i jeśli chcę, to chętnie go przyjmie. Konrad wcześniej czytał pisma Dmowskiego i znał założenia, które były programem NSZ. W porozumieniu z podwładnymi weszli w skład NSZ.

 

Cyt… Porucznik Kaczmarczyk podał mi swój pseudonim „Witold” on zapoznał mnie z „Tadeuszem”, który pracował w PSS, do niego pobierałem instrukcje i prasę, jak później dowiedziałem się był to Władysław Bajdor,* z „Witoldem” również byłem w kontakcie. W 1943 roku „Witold” został złapany przez Gestapo, w domu gdzie mieszkał znaleźli broń i konspiracyjne pisma. Zaraz po złapaniu odebrał sobie życie, od tego czasu w stałym kontakcie byłem z Tadeuszem.

Pewnego razu zostałem u „Tadeusza” starszego pana, „Tadeusz” przedstawił go jako porucznik „Jan” dowódca naszej kompanii. Od tego czasu byłem w stałym kontakcie z porucznikiem „Janem”, który nazywał się Tomasz Smoliński i był kierownikiem magazynu monopolu tytoniowego na ulicy Zamkowej i tam się z nim spotykałem. W Tym czasie spotkałem kolegę Zygmunta Wiechę nauczyciela i podporucznika Wojska Polskiego, w wyniku rozmowy zaproponowałem mu przystąpienie do naszej organizacji jako dowódcy plutonu. Oczywiście zgodził się przyjmując pseudonim „Klin”. W naszym plutonie było paru chłopaków po maturze w porozumieniu z „Tadeuszem” i „Janem” zorganizowałem kurs podchorążych. Wykładowcami byli podporucznik „Klin” porucznik „Zima”(p. Szczeciński) i podporucznik „Grzegorz” (p. Rodak). Kurs odbywał się w domu pod Słowikiem u kolegów T. i St. Kędziorów, którzy go też ukończyli. Początkiem 1944 roku w rozmowie z paniami mieszkającymi w Białogonie, które wiedziały o naszej konspiracji, gdyż dawałem im często prasę do czytania. Wyraził chęć należenia do nas. W porozumieniu z „Tadeuszem” i „Janem” zorganizowałem dwie sekcje sanitarne po 5 osób. Przewodniczącą były pani Maria Pasternak i Julia Janiec obydwie nauczycielki z miejscowej szkoły. Szkolenie wojskowe prowadziłem ja, szkolenie sanitarne prowadziła przyjeżdżające z Kielc pani doktor „Hanka”. Szkolenie odbywało się w domu pana państwa Romanowski w Białogonie, których córka należała również. Placówka nasza była dobrze zorganizowana i wyszkolona na nadchodzący czas akcji „Burza”. Na przełomie 1943 i 1944 roku zauważyłem jak gdyby izolację naszą od oddziałów AK znajdujących się w Białogonie i okolicy nawet w niektórych wypadkach wrogo.

Szczególnie na Słowiku gdzie jak wiemy, działał imponująco oddział „Kajtka” (Zygmunt Firlej),to też część naszych ludzi przyszła do niego. Dręczyło mnie to, że w zbliżających się decydującym czasie możemy być rozdzieleni. To też z wielką ulgą i radością „Tadeusz” oznajmił, że w NSZ nastąpił rozłam i większa część weszła w skład AK, do której my na leżeliśmy. Pod koniec lipca 1944 roku dostałem rozkaz stawienia się w Niwkach Daleszyckich, gdzie koncentruje się Trzeci Batalion 4 Pułku, którego dowódcą był Major „Piotr”, dowódcą naszego plutonu ppor. „Klin” ja i 10 ludzi stawiliśmy się na miejscu, gdzie był już dowódca naszej kompani porucznik „Jan”. Zastaliśmy tam dużo ludzi (wojska) które w dużo większej części było nieuzbrojone. Batalion umiejscowił się na terenie dużego folwarku, który Niemcy wybudowali do eksploatacji tamtych lasów. Ja zostałem mianowany szefem 7 kompani. W tym czasie dowództwo nasze nawiązało łączą z oddziałem sowieckim, znajdującym się w okolicy Widełek, których patrole przychodziły do naszego obozu. Wynikiem czego był udany atak na przejeżdżającą kolumnę samochodów niemieckich, trzy samochody zostały rozbite, paru Niemców zabitych a do niewoli dostał się podpułkownik ranny w nogę i paru żołnierzy, których zabrali sowieci ze sobą. Na drugi dzień Niemcy spalili Daleszyce i uderzyli na nasz obóz. Wycofaliśmy się w kierunku Cisowa. Tam kazano nam rozejść się do domu. Na skutek niepowodzenia Powstania Warszawskiego i zbliżający zbliżającej się Armii sowieckiej, działalność została jakby zawieszona. W domu doczekałem się w „wyzwolenia” kraju. Dla mnie rozpoczął się nowy etap życia. W 1945 roku 2 kwietnia zawarłem związek małżeński z panną Lucyną Zawadzką. Niedługo trwało moje szczęście z końcem kwietnia przyjechało po mnie UB do domu, w którym już nie mieszkałem, dzięki temu uniknąłem aresztowania. Od tego czasu musiałem się ukrywać, gdyż UB o różnej porze dnia i nocy odwiedzali mój dom. Taki stan trwał do 1952 roku, sytuacją mojej rodziny stała się dramatyczna, „Tadeusz” i „Jan” ulotnił się gdzieś, gdyż również byli zagrożeni. Klin wyjechał na „Ziemie Odzyskane”, ja z powodu powiązań rodzinnych musiałem być na miejscu. Zdecydowałem się podjąć stałą pracę, którą rozpocząłem w ówczesnym KZWM. W jakiś czas potem zostałem wezwany do Referatu Wojskowego, była to placówka UB. Po krótkim przesłuchaniu samochodem zawieźli mnie do Komendy MO na ul. Buczka, prowadzili do pokoju, w którym było dwóch cywilów, którzy zaraz rozpoczęli przesłuchanie. Przyjąłem zasadę niezapierania się całkowicie o przynależności i działaniach w SZP ZWZ i AK całkowicie zaprzeczyłem o przynależności do NSZ-u, co ich doprowadziło do wściekłości. Na temat moich przełożonych Podałem nazwiska i pseudonimy nieżyjących jak porucznik Kaczmarczyk „Witold” Jaroński „Wiktor”, który zginął w Powstaniu Warszawskim nieżyjący E. Wijas, który nie należał do żadnej organizacji. Zauważyłem, że im zależy, aby się przyznał, że należałem do NSZ-tu stanowczo zaprzeczam, co ich doprowadzało do wściekłości. Taki stan trwał gdzieś do trzeciej godziny nad ranem, ku mojemu zdziwieniu wyprowadzili mnie i kazali iść do domu. W jakiś czas później zabrali mnie znowu na ulicę Buczka tylko do Komendy Wojewódzkiej Milicji Obywatelskiej na ulicę Gwardii Ludowej. Wprowadzili mnie do pustego pokoju, po jakimś czasie weszło pięciu cywili rozpoczęli przesłuchania mnie, zanim odpowiedziałem na pytanie to już inny zadawał następne pytanie. Musiałem się pilnować aby nie powiedzieć coś niewłaściwego. Jeden z nich nie pytał tylko pisał, po paru godzinach czterech wyszło, a ten co pisał został. Dał mi do przeczytania co on napisał i kazał podpisać. Ja po przeczytaniu odmówiłem podpisu, doprowadziło go to do wściekłości. Dał mi papier i kazał napisać zeznanie i wyszedł. Po dłuższym czasie wrócił ja już napisałem ,on przeczytał i znowu wpadł w gniew, dając mi do podpisania papier, który on napisał. Ja się nie zgodziłem i z powrotem wpadł w gniew wyklinając i strasząc mnie. Po jakimś czasie wypuścił mnie był już wczesny ranek. Potem jeszcze wiele razy zabierali mnie i podobny sposób wprowadzili moje zeznania. W 1956 roku zabrali mnie jak się okazało ostatni raz po krócej trwających zeznaniach dał mi do podpisania pismo które przeczytałem i podpisałem. Było to ostatnie moje spotkanie z UB odtąd miałem już spokój. Życie mojej rodziny znormalizowało się, pracowałem dalej w Polmo SHL. Żona, która nie pracowała poświęcając się wychowaniem trójki dzieci - córkę i dwóch synów, którzy po skończeniu szkoły założyli swoje rodziny. ……….

Chcę przedłużyć pamięć tamtych lat dla siebie i dla moich najbliższych Konrad Spurek

Zmarł 13.10.2008 pochowany na cmentarzu w Białogonie b2ap3_thumbnail_20968030_2074115455947625_714960863_o.jpg

Czytaj dalej
931

 b2ap3_thumbnail_gronekf.jpg7 grudnia zmarł kpt. Mieczysław Gronek  ps."Kowboj" nasza grupa w ostatniej ziemskiej drodze żołnierza NSZ i AK .Pogrzeb odbył się w środę 13 go grudnia o godz 11.00 w parafii Podwyższenia Krzyża w Katowicach na os. Dolne Tysiąclecie, pochowany został na cmentarzu przy kościele św Jadwigi w Chorzowie. Współzałożyciel Katowickiej Fundacji Pomocy Dzieciom Kalekim,główny współtwórca Ośrodka Rehabilitacyjnego na os. Tysiąclecia, Wiceprezes Śląskiego Okręgu Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej - żołnierz AK żołnierz oddziału partyzanckiego por.Stanisława Grabdy  ,Bema" 

b2ap3_thumbnail_P1430719.JPGb2ap3_thumbnail_P1430755.JPGb2ap3_thumbnail_P1430733.JPG

b2ap3_thumbnail_P1430831.JPGb2ap3_thumbnail_P1430796.JPGb2ap3_thumbnail_P1430849.JPG

 

Do 204 pp. Ziemi Kieleckiej NSZ dołączył w lipcu 1944r. wraz z dwoma kolegami z tajnego nauczania w Stopnicy, ze skierowania kontaktowego miejscowej placówki NSZ. Było to w Lubczy.  Z jednym z wymienionych kolegów, a to Tadeuszem Czerwińskim  ps. "Sokół" wcieleni zostali do 4-ej kompanii por. Stanisława Grabdy ps. "Bem" 204 pp. Ziemi Kieleckiej NSZ. Służył pod rozkazami tego dowódcy do czasu rozformowania oddziału, tj. 17 lub 18 stycznia 1945r., z tym, że od listopada 1944r, kompania odłączyła się od Brygady Świętokrzyskiej i przeszła do zgrupowania Bolesława Michała Nieczuja-Ostrowskiego ps. "Tysiąc", dowodzącego 106 Dywizją AK pow. miechowskim. Wstępując do POLSKIEGO WOJSKA miał 15 lat, a podał, że 17. Był na pewno najmłodszym żołnierzem kompanii, liczącej średnio ok. 70 ludzi. Lubczę zapamiętał dlatego, że odbyła się tam w niedzielę Msza Święta polowa, na której miał okazję, wręcz z bliska, zobaczyć oficerów dowództwa. I tak zobaczył dowódcę KG NSZ, czasowo dowodzącego 204 pp. Ziemi Kieleckiej, płk. Stanisława Nakoniecznikoffa-Klukowskiego — ps. „Kmicic" — wysokiego, szczupłego mężczyznę. którego parokrotnie widział później na koniu. Zobaczył też korpulentnego raczej niskiego wzrostu kpt. w rogatywce polowej, bruneta o bardzo otwartej jak i cieplej powierzchowności jak mu wówczas powiedziano — dowódcę 204 pp., kpt. „Jerzego". Owego kapitana widział jeszcze raz z bliska w dowództwie Brygady Świętokrzyskiej, gdy dostarczyli zdobyte na Niemcach działo (haubicę). Czytając te wspomnienia, proszą wziąć pod uwagę, że przekazywał je żołnierz obserwując. ówczesne zdarzenia z najniższego szczebla hierarchii « oddziale i w- dodatku najmłodszy. A przecież byli żołnierze nie tylko starsi wiekiem, ale i stażem oraz stopniami ze służby w przedwojennym wojsku. Może i z tego powodu, poszczególne wydarzenia wywierały na Mieczysławie większe wrażenia, niż na -wiarusach — elicie oddziału.

 Trzeba podkreślić dodatkowo, że ukształtowana w czasie okupacji postawa patriotyczna młodzieży predysponowała do poważnego pojmowania zdarzeń wojennych, z dzisiejszego punktu widzenia  nie zawsze racjonalnie. Całe zgrupowanie 204 pp. a potem i Brygady Świętokrzyskiej robiło na nim olbrzymie wrażenie  przedsmak prawdziwego wojska Niepodległej Polski. Wtedy w Lubczy uważali z kolegą kompanie por. Władysława Kołacińskiego i por. Stanisława Grabdy za najlepsze tym zgrupowaniu. Oczywiście, że nie miał podstaw do szerszych ocen. Zresztą powiedział. że nawet «tedy nie rozumiał tego wszystkiego, co się działo. W kompanii por. Stanisława Grabdy trafił do 2-ej drużyny plutonu podch. Stanisława Banacha — ps. „Zych". W drużynie pełnił funkcję amunicyjnego erkaemisty Juliana Siennickiego — ps. „Burek". Był to pokaźnej postury żołnierz, o pulchnej, zaczerwienionej twarzy i jasnoniebieskich oczach. Obsługiwał on rkm sowieckiej produkcji — „Diegtariowa" z magazynkiem talerzowym. Rolą amunicyjnego było towarzyszyć erkaemiście w akcjach z dodatkowym zapasem amunicji oraz doładowywać opróżnione —wystrzelane magazynki luźną amunicją, a w przypadku śmierci, tegoż, przejąć rkm i prowadzić ostrzał do czasu dołączenia nowego wyznaczonego przez dowódcę. Funkcja amunicyjnego była dla niego o tyle trudna, że musiał nosić także własne uzbrojenie — polski karabin typu mauser (ponad 4 kg), 6 szt, ładownic z amunicją na pasie, 80 szt. luzem w plecaku i 2 ciężkie granaty obronne polskiej produkcji. Szef kompanii st. sierż. Jan Chlond — ps. "Bartosz" wydawał amunicję zasadzie bez ograniczeń, więc miał zawsze około 120 szt.„ nie uważał.. że za dużo na wypadek ewentualnego okrążenia. To pełne obciążenie było bardzo uciążliwe dla, 15- letniego chłopca. Odczuwał to czasie długich nużących, z reguły nocnych marszów wynikających bardzo często z konieczności zmiany miejsca postoju oddziału. Bardzo często żołnierze usypiali "na stojąco" w Czasie krótkich postojów oparci na karabinach, gdy grunt był zmoczony deszczem.

Należy dodać, że bezpośredni zwierzchnik Mieczysława erkaemista Julian Siennicki nie dociążał go za bardzo a mógł. Na pewno i z tego powodu, że był mężczyzną mocnym i zahartowanym. Mieczysław widział go zupełnie niespodziewanie w Busku Zdroju. chyba w kwietniu 1945r. Prowadziło go skutego kajdanach trzech ubowców z bronią gotową do strzału. Był to dla Mieczysława sygnał do usunięcia się z tego terenu. Wybrał Poznań, gdzie jak się dowiedział po wojnie od kol. Jana Chlonda-juniora  z którym partyzantce utrzymywał przyjazne kontakty, a pełnił on funkcję pisarza kompanii — nastąpiła wsypa" wielu wspólnych kolegów « zorganizowanej tam „grupie przetrwania". Jednak w Poznaniu nie spotkał nikogo z tego okresu. Chyba z uwagi na swój młody wiek udało mu się uniknąć represji. W oddziale por. Stanisława Grabdy — a mówił to z pełnym przekonaniem — panowała na co dzień bardzo duża dyscyplina i ciągłe doszkalanie! Na uzbrojeniu oddziale były również dwa polskie, przedwojenne rkm-y. Musiał umieć perfekcyjnie rozłożyć i złożyć taki rkm, którego zresztą zamek był szczególnie skomplikowany. Chyba jeszcze dziś to potrafiłby, choć był przecież tylko amunicyjnym. Nie mówiąc o jego kbk, którego prześwit lufy lśnił nawet w nocy! Każdego dnia rano i wieczorem odbywały się zbiórki i apele, prowadzone przez dowódcę oddziału lub st. sierż. Stefana Piecha ps. "Grzmot", który miał mocny lecz bardzo zachrypły głos. Najpierw szef kompanii st. sierż. Jan Chlond (wachmistrz) odczytywał z dziennika kompanijnego rozkazy, a na zakończenie każdego apelu padała, komenda: "Do modlitwy! Na wyżywienie żołnierskie składały się zupy z tzw. wkładką mięsną (często tłustą) i chleb. Bielizna osobista była prana przez żołnierzy we własnym zakresie, tak samo skarpety i onuce. Chyba dlatego. że nie zawsze były wygotowane i wyprasowane, to wszy prześladowały wszystkich żołnierzy. bez «majątku. Bywało. że jeśli komuś porwała się koszula, to otrzymał nową, podobnie jak i umundurowanie. Pilnował tego szef kompanii, który miał odpowiedni zapas na wydzielonym wozie taborowym.

Dowódca kompanii rozmawiał z Mieczysławem przez te kilka miesięcy — zaledwie 4 razy albo aż 4 razy. Wszystkie do dziś pamięta w najdrobniejszych szczegółach, gdyż wywierały na nim ogromne wrażenie! Emanował od dowódcy duży — jak mówił Mieczysław — autorytet i równocześnie jakieś ciepło, a nawet ojcowskie uczucie. Potocznie mówili na niego „ Stary”. Jeśli tylko znalazł się polu widzenia Mieczysława, bez względu na to, do kogo miał sprawę, to nic nie uszło jego uwadze! Wiele sytuacji starał się samodzielnie rozszyfrować na własny użytek. Nikogo o nic nie pytał z uwagi na swoją skromną pozycję oddziale i na młody wiek. Oczywiście wiele szczegółów dochodziło do niego poprzez kol. Jana Chlonda-juniora, gdyż on wiele wiedział jako pisarz kompanii i jako syn szefa kompanii. pozostającego bliskich kontaktach z dowództwem. Z Janem Chlondem miał zawsze przyjazne kontakty. Ubolewa, że uzgodnione z nim spotkanie w Radomiu nie doszło do skutku. Zmarł okresie rekonwalescencji po przebytej operacji. Nie spotkali się, bo Jan odszedł na wieczną wartę ostatni z trzech Chlondów, którzy byli w oddziale znaczącymi żołnierzami. Nie Wjaśnił sobie wielu spraw, które go interesowały, a niektóre nawet nurtowały. Nie było im dane uścisnąć sobie dłoni po 50-ciu latach, w wolnej Polsce! Przywołał wówczas Mieczysław słowa angielskiego poety J. Danne^go, który napisał, że "Śmierć każdego człowieka, a co dopiero przyjaciela z czasów, gdy życie nasze na co dzień było takie kruche, umniejsza mnie, ponieważ jestem zespolony z ludzkością. Przeto nigdy nie pytaj komu bije dzwon — bije on tobie" (cyt. z korespondencji) . W odniesieniu do por. Stanisława Grabdy Mieczysław powiedział, że obraz jego często i wyraźnie staje mu przed oczyma. Zastanawia się na ile ma na to wpływ męczeńska śmierć porucznika. którą do dziś bardzo przeżywa. Powiedział też, że Stanisław Grabda był wysokiego wzrostu, lekko zgarbiony (raczej górnym odcinku kręgosłupa). Był bardziej ciemnym blondynem niż szatynem. Oczy zielone, twarz podłużna.

lekko uwydatnione kości policzkowe. Uśmiech opanowany ... z jakimś odcieniem smutku, jednocześnie ciepły, pełen życzliwości. Nigdy nie widział Mieczysław por. Stanisława Grabdy śmiejącego się — jak się to mówi — "do rozpuku". Kilka razy, przechodząc koło dowódcy widział jak ten, uśmiechał się do niego przelotnie, ciepło. Zastanawiał się nawet. jaki wpływ mogła mieć na to przypadkowa wizyta jego brata ps. Grajek", służącego w Oddziale partyzanckim AK Mariana Sołtysiaka — ps. Barabasz". Oddziały Mariana Sołtysiaka i Stanisława Grabdy zakwaterowały się przypadkowo w bliskiej odległości. Wtedy to brat Mieczysława, służący w oddziale AK zgłosił się oczywiście uzbrojony u por. Stanisława Grabdy z prośbą o spotkanie z bratem Mieczysławem. Jak się okazało rozmawiali długo, tak że na rozmowę braci niewiele czasu zostało. Mieczysław obserwując swego dowódcę siedzącego na koniu odnosił wrażenie, że ustawia sobie za nisko strzemiona. Mundur miał gabardyowy. Nosił pas z koalicyjką, a na cienkim pasku mapnik. Oprócz pistoletu — chyba parabellum — nosił też pistolet maszynowy empi z odwodzoną składaną metalową kolbą. Buty oficerki. Czapka rogatywka-polówka. Zimą bardzo często opuszczał nauszniki czapki, częściej niż Mieczysław. W akcjach krzyczał głośnym, nieco zachrypłym głosem, ale nie tak głośnym i nie tak zachrypłym jak st. sierż. Stefan Piech. Nie używał przekleństw, ani ,kuchennej łaciny ". Osobiście nigdy nie widział go pijanego ani podpitego. W czasie swoich obserwacji zauważył też Mieczysław, że był zawsze ostrożny. Dziś ocenia tę cechę jako odpowiedzialną roztropność. W nagłych, niespodziewanych groźnych sytuacjach zachowywał "zimną krew". Tak się złożyło, że miał okazję bezpośrednio to zaobserwować. Zilustrował to dwoma przykładami: Jako dowód roztropności może posłużyć przykład wydanego rozkazu natychmiastowego wycofania oddziału z akcji, po rozbiciu znacznego oddziału niemieckich artylerzystów i zdobyciu działa. Kompania pełniła w tym dniu funkcję kompanii służbowej, a więc zabezpieczała sztab brygady, wystawiła warty i posterunki ubezpieczające, obsługiwała łączność itp.

Porucznik Stanisław Grabda, po otrzymaniu wiadomości o zatrzymaniu się W pobliżu niemieckich artylerzystów, było to W Odrowążu, zdecydował się na wypad silą 15 maksimum 20 ludzi na akcje. Tuż przed atakiem wyznaczył zadania. Niemcy dysponowali działem, z którego zdążyli wystrzelić jedynie dymną zasłonę, coś z czym żołnierze oddziału jeszcze się nie zetknęli. Nagle „Bemowcy" znaleźli się w ciemnościach! Nie widzieli się zupełnie, ale biegli do przodu, słysząc cały czas głos dowódcy i jego rozkaz: "Skokami pojedynczo do przodu!" Gdy przebiegli w trwodze ten wał czarnego dymu, zobaczyli się nawzajem. Mieczysław zobaczył także , że po jego lewej stronie, odległości około 20 m. biegł por. Stanisław Grabda, krzyczący dla odmiany: „Celowniki!", „Celowniki!" w tym tumulcie i huku strzałów Mieczysław nie wiedział o co dowódcy chodzi. Potem dowódca ich strofował, że zbliżając się do nieprzyjaciela, nie korygowali nastawy celowników. Mieczysław, co prawda widział kurz wznoszący się z ich ostrzału, ale tego szczerze mówiąc nie kojarzył. W sensie potrzeby rutynowej korekcji celownika. Chyba inni jego koledzy też stracili refleks. Jedynie dowódca nie. Zauważył też, że te smugi kurzu -wywołane ostrzałem wyraźnie spanikowały Niemców, bo im jakby "odcinały" drogę ucieczki na otwartej już przestrzeni. Mieczysławowi bardzo się ta akcja spodobała! Dziś wie, że dowódca miał powód do zdenerwowania, bo byli po prostu nieskuteczni, co doświadczeni żołnierze niemieccy mogli łatwo wykorzystać. Porucznik Stanisław Grabda jeszcze bardziej się zdenerwował, kiedy zobaczył euforię swoich żołnierzy z tytułu zwycięstwa. Wydał rozkaz natychmiastowego wycofania się ze zdobytym działem. Zwracając się do Mieczysława chyba tylko tytułem pouczenia — powiedział: "Oni mają łączność radiową z dowództwem! Mogą więc otrzymać pomoc". Podkreślić należy, a że nikt ze zwycięzców nie umiał obsłużyć zdobytego działa. Dowódca zabronił manipulacji koło niego. Zaciągnęli go do dowództwa brygady. Uciecha była wielka.

 

Była to druga w kolejności chronologicznej Mieczysława "rozmowa" z por. Stanisławem Grabdą, podczas której nie zabierał głosu tylko słuchał! Pierwsza "rozmowa" na tej samej zasadzie odbyta, miała miejsce znacznie wcześniej, w czasie —jak zwykle —.nocnego marszu. Dowódca, który często jeździł konno, miał zwyczaj wyrównywać rozciąganie się oddziału. Dawał wtedy komendę Czoło stój! Podaj dalej", którą podawano do przodu. Po dołączeniu tyłu kolumny, jechał na jej czoło i dawał rozkaz kontynuowania marszu. W czasie jednej z takich sytuacji Mieczysław przechodził obok stojącego na koniu dowódcy, który widząc chyba jego zmęczenie, odezwał się: " No i co Kowboj "? Mieczysław odpowiedział: "W porządku Panie Poruczniku!" A teraz przykład zachowania tzw. "zimnej krwi" przez dowódcę w sytuacji groźnego zaskoczenia. Była zima. Oddział znajdował się pow. miechowskim.

 

Mieczysław był W szpicy na czele kolumny marszowej. Przed szpicą na szczęście znalazł się na koniu dowódca oddziału. Nagle zza zakrętu wyłonił się oddział niemiecki! Na czele tego oddziału, również na koniu jechał ich dowódca. Niemcy wycofywali się w tym czasie pod naporem sowieckiej ofensywy z przyczółka sandomierskiego. Ich morale było już w tym czasie inne porównaniu z butą np. 1942r. Oba oddziały idące naprzeciw siebie natychmiast zatrzymały się w odległości jakieś 30 - 35m. Dowódca miał na piersiach przewieszony empi podniósł prawą rękę do góry i geście — niczym Rzymianie /salwate!/ ruszył sam powoli w kierunku Niemców! Mieczysław obserwował to z przerażeniem, przewieszony z przodu automat, plus podniesiona prawa ręka czyniły dowódcą bezbronnym! Wrócił po paru minutach i powiedział, że oznajmił Niemcom iż oddział wchodzi w skład większego zgrupowania AK i ma zająć pozycję widocznej odległości. Rzeczywiście Mieczysław widział jak im coś na mapie pokazywał. Niemcy odpowiedzieli — powiedział dowódca — że muszą to uzgodnić ze swoim dowództwem, a tymczasem zgodzili się na wzajemne wycofanie się na odległość strzału. Oczywiście Bemowcy wycofali się pospiesznie.

Niemcy potem zaczepnie zaatakowali oddział ale Mieczysław nie mógłby jednak stwierdzić, czy był to ten sam oddział. Po prostu ,Bemowcy" znaleźli się w pasie wycofującego się frontu. Jednak Wojsko niemieckie atakowało bardzo niezdecydowanie, mając przecież pod każdym względem przewagę! Ich tyraliera ok. 300 m szerokości posuwała się powoli i co chwilę zatrzymywała się. Wysunęli się z 200 300 m przed zabudowania wsi. Flanki były na dużej przestrzeni puste. co było widoczne. Więc dowódca dostrzegł realne szanse kontaktu bojowego. Ruszyli więc zdecydowanie na nich jak burza, z okrzykiem: "Hande hoch!" Przemieszane okrzyki z hukiem wystrzałów i świst przelatujących kul nasunęły Mieczysławowi refleksję, iż dobrze, że jest zima i leży śnieg. bo razie oberwania kuli, pada się na śnieg i ze względu na chłód mniej się krwi straci w porównaniu z latem. Po chwili, kiedy się już starły czoła tyralier, zauważył Mieczysław, że Niemcy odrzucali broń możliwie jak najdalej od siebie, czego przedtem nie dostrzegał. Dziwił się też, że atakując nie krzyczeli, a być może, że to oni — ,Bemowcy" — ich zakrzyczeli? Jedno już wtedy było pewne, morale niemieckiego wojska spadło zupełnie. Dawnej buty już się pozbyli! Wzięli wówczas ponad 60-ciu jeńców, tym część "własowców", szczególnie w Polsce znienawidzonych. gdyż Niemcy wysługiwali się nimi w tzw. karnych ekspedycjach, kończących się paleniem wsi, często z zamkniętymi ludźmi w stodołach. Zabijali też maleńkie niewinne dzieciątka na oczach matek! Jeńców podzielono na 2 grupy: Niemców i. własowców. Mieczysław znalazł się w grupie, która miała eskortować własowców. Wtedy to miała miejsce jego czwarta rozmowa z por. Stanisławem Grabdą. W pewnym momencie usłyszał z odległości ok. 20 m głos dowódcy: "Kowboy do mnie"! Podbiegi i zameldował się, stojąc oczywiście w postawie zasadniczej, czekając na dalsze rozkazy... Dowódca patrzył na niego i jakby go nie dostrzegał, choć stal 3 m przed nim. Trwało to chwilę, może ze 40 sekund — wspominał Mieczysław — a porucznik patrzył zamyślony i nic nie mówił. Wreszcie powiedział: "Wy zostajecie, możecie iść na swoją kwaterę".

 

W tym czasie por. Stanisław Grabda funkcjonował pod rozkazami AK. Trzecia rozmowa dowódcy kompanii z Mieczysławem miała charakter po części szkoleniowy, a po części "dowartościowujący" go. Była 1:00 lub 2:00 godz. nocy. „Bemowcy" mieli przekraczać most na Pilicy w Kozłowie. Podobno w mieście stacjonowali Niemcy, choć tu wspominający miał wątpliwość. Dowódca kompanii, który zawsze nakazywał czasie marszu ciszę, podjechał do szpicy, nakazując zatrzymanie się, w pełnej gotowości bojowej. Po czym udzielił żołnierzom szczegółowego instruktażu, podał też rodzaje sygnałów z rakietnicy i zapytał, czy wszystko jasne. Cały czas mówił szeptem. Na zakończenie wyznaczył dwóch szperaczy czołowych. Jednym z nich był Mieczysław. Długo patrzył wyznaczonym w oczy zanim powiedział: "Kowboy dowódcą!". Był on wyraźnie młodszy wiekiem, choć może nie stażem partyzanckim, czego nie był pewien. Mieczysław był tą decyzją tak podbudowany, wręcz dumny, że poszedłby wtedy W ogień jak kamikadze! Na szczęście nic się nie wydarzyło. Spokojnie, aczkolwiek W pełnej gotowości bojowej przeszli przez most i miejscowość. Było cicho wokół. Długo się potem zastanawiał Mieczysław, czy dowódca z góry przewidywał sytuację i finał, lecz chciał rozegrać wszystko super serio dla zasady. A myśli, że mógł wiedzieć, bo przecież kompania nie działała w próżni. Były kontakty z placówkami AK i NSZ W terenie. Mieczysław puszczał, że jeśli chodzi o niego, to chciał go dowartościować i dać mu satysfakcję za wielomiesięczny trud żołnierski chłopca, który „podwójnie" się starał, by nadrobić wiek. Nie wie, jak było w istocie, ale wie, bo to obserwował wielokrotnie, że porucznik wszystko traktował serio, jeśli chodzi o obszar jego odpowiedzialności jako dowódcy i zwierzchnika. Były pewne epizody w czasie pobytu Mieczysława w oddziale, które obserwował, lecz nie potrafił sobie do końca ich zinterpretować. Myślał, że jak się spotka z kol. Jasiem Chlondem, to mu pomoże te epizody rozwiązać - wyjaśnić. Jego chciał zapytać, dlatego że on wiele wiedział z uwagi na bliskość jego ojca z dowództwem kompanii, a i on sam, będąc pisarzem, miał więcej wiedzy o życiu oddziału. Niestety, wezwany został na wartę niebieską. Intryguje Mieczysława pytanie, gdzie znajduje się archiwum kompanii? Chyba gdzieś w Tarnawie k/Skaly. Było ono cały czas w  gestii szefa Jana Chlonda-seniora. Być może, że przekazane zostało placówce NSZ lub AK W Tarnawie? Trudno sobie wyobrazić, by się z nim przemieszczać w naszpikowanym Sowietami (i NKWD!) terenie. Teraz jest to już tajemnica nie do rozwiązania, gdyż najważniejsi ludzie związani z tą sprawą, tj.: por. Stanisław Grabda i ppor. Wacław Proszowski oraz Chlondowie już nie żyją! Z kolegów, których później spotkał, najbardziej precyzyjną pamięcią — powiedział Mieczysław — dysponuje Stach Grudziecki —ps. "Hubert". Powiedział także, że spotkał też wątpliwych "autentyków", którzy z reguły w zbytniej obfitości i zbyt dokładnie przypominali sobie wiele zdarzeń. Gromadzili wokół siebie dalszych. Spotkał też przypadki tworzenia historii wstecz, np.: Stwierdza z całą stanowczością, że akcją zdobycia działa osobiście dowodził bezpośrednio sam por. Stanisław Grabda. Nikt inny!

Także twierdzenie, jakoby por. Stanisław Grabda uzyskali pozwolenie z dowództwa brygady na przejście do AK, po tym, co powiedział wszystkim "przed frontem kompanii", a słyszeli to wszyscy, wydaje się zbyt mocnym naginaniem faktów do czyichś życzeń. Miało to miejsce po nocnym alarmie w przerwie forsownego marszu, oddalającego kompanię od miejsca postoju brygady. Dowódca kompanii dał po przemówieniu każdemu możliwość powrotu do brygady z bronią :w ręku, z czego, o ile sobie przypomina, skorzystało tylko trzech żołnierzy. Jego zdaniem, tu dobitnie zdecydował autorytet dowódcy. Niestety, ta decyzja okazała się dla por. Stanisława Grabdy zgubna, tragiczna! Został w kraju i spotkał go okrutny los. Najpierw ciężkie śledztwo, a potem - wykonany wyrok śmierci Jego -doskonałego Polaka, patriotę swej Ojczyzny. Ten wyrok wydali na Niego też Polacy, ale właściwie zdrajcy.

Cytat z książki Zenona Markiewicza 

"Mortui viventes obligant"  (Zmarli zobowiązują żyjących) 

Czytaj dalej
386

Celej Ryszard  ps. „Krysiecki” Urodzony 15 luty 1912 w Żbikowie k. Warszawy. Syn Michała i Haliny z domu  Amborska. Po stracie ojca zamieszkał w województwie kieleckim, maturę otrzymał w gimnazjum imienia Józefa Piłsudskiego w Busku-Zdroju a także drugi stopień przysposobienia wojskowego. Od września 1939 roku zamieszkał z rodziną  żony we wsi Glinka gmina Gnojno powiat Busko Zdrój gdzie był punktem kontaktowym w grudniu 1930 nawiązał pierwsze kontakty z ZWZ wraz z innymi  przechowywał i gromadził broń od maja 1940 roku należał do Związku Jaszczurczego a następnie od września 1942 roku do grudnia 1944 roku do Narodowych Sił Zbrojnych Zbrojnych  zaprzysiężony został przez porucznika Stefana Marcinkowskiego ps. „Poraj Karol”i przyjął pseudonim „Krysiecki”. Pełnił różne funkcje z zakresu organizacji wywiadu oraz kolportażu prasy, od końca listopada 1943 roku do grudnia 1944 roku mieszkał w Skale koło Gnojna gdzie zajmował się kolportażem  prasy „Szaniec”oraz zaprzysięgał ludzi do NSZ, utrzymywał kontakt wywiadowcami. Po wojnie ukrywał się w województwie gorzowskim w 1948 wrócił do Kielc i podjął pracę w Wydziale Handlu Urzędu Wojewódzkiego gdzie pracował do emerytury w 1974 r Ryszard Celej był jednym z pierwszych organizatorów struktur siatki konspiracyjnej Związku Jaszczurczego i Narodowych Sił Zbrojnych V okręgu Kielce Radom

Czytaj dalej
506

Mikołaj Bracha ps. “Mały”Urodzony 5 grudnia 1919 roku w Zagnańsku syn Jana i Marianny z domu Nawrocka. W 1927 roku rozpoczął naukę w szkole podstawowej którą ukończył w 1935 roku od roku 1938 jako jeszcze niepełnoletni był na utrzymaniu rodziców i pomagał w pracach polowych od 1938 roku do wybuchu wojny był zatrudniony w Państwowych Kamieniołomach Mała Wiśniówka jako pracownik fizyczny. W kwietniu 1943 roku szkolny kolega Grzegorz Adamiec z Zabłocia zaproponował mu wstąpienie organizacji o nazwie Narodowe Siły Zbrojne, propozycje to przyjął z zadowoleniem już 3 maja 1943 roku złożył przysięgę przed komendantem placówki Zagnańsk  Józefem Góreckim pseudonim „Góra”  i dowódcą plutonu Franciszkiem Pawlikiem pseudonim „Gajowy” w obecności świadka Bronisława Strzelca pseudonim „Brodzisz Romek”. Przysięga odbyła się we wsi Zabłocie w mieszkaniu plutonowego Franciszka Pawlika. Po przebytym szkoleniu z zakresu działalności partyzanckiej na które składało się składanie i rozbieranie broni czyszczenie i konserwacja maskowanie terenu znajomość czytania map  oraz innych ćwiczeń zorganizowanych na potrzeby oddziałów partyzanckich został przydzielony do kolportowania tajnej prasy „Szaniec” na terenie gminy Samsonów i Zagnańsk oraz jako kurier dostarczający korespondencje nie tylko do najbliższych punktów, ale na dalsze odległości takich jak Krasocin, Lipno koło Włoszczowy, Raków czy też Jeleniów koło Słupi Nowej. Natężenie tychże przesyłek nasilało się w czasie pierwszej koncentrację oddziałów partyzanckich NSZ w Ćmielowie w kwietniu 1944 roku, drugie we Wronowie i Mirogonowicach w czerwcu 1944 oraz trzeciej koncentracji w Lipnie koło Włoszczowy w sierpniu 1944 roku. Należy podkreślić że dotarcie do dość odległych terenów kielecczyzny nastarczało wiele trudności ponieważ większość tych odległości pokonywał pieszo. Przechowywał też karabin znaleziony jeszcze jesienią 1939 roku, który następnie przekazał go swojemu drużynowemu Jacentemu Adamcowi z Zabłocia. Był żołnierzem placówki Zagnańsk plutonu pod dowództwem plutonowego Franciszka Pawlika pseudonim „Gajowy” we wsi Zabłocie w drużynie Jacentego Adamca we wsi Zabłocie jako łącznik poszczególnych skrzynek kontaktowych placówki Zagnańsk, kurier przekazywania korespondencji tajnych do odległych miejscowości gdzie odbywały się koncentrację oddziałów partyzanckich, wartownik z bronią w ręku w czasie postoju oddziału partyzanckiego NSZ we wsi Zabłocie. Po "wyzwoleniu" ukończył technikum ekonomiczne i zaczął pracę w Państwowym Zakładzie Urzędu Pocztowego w Kielcach.

Czytaj dalej
598

 b2ap3_thumbnail_irena_20171210-163343_1.jpgUrodziła się 12 lutego 1929 roku w Brodach województwo Tarnopol z ojca Włodzimierza i matki Wiktorii z domu Englert.  Szkołę podstawową ukończyła w Winnikach – Lwowie, we Lwowie ukończyła podczas okupacji niemieckiej żeńską szkołę handlową z polskim językiem nauczania, tam również uczęszczała na tajne komplety na których ukończyła 3 klasy gimnazjalne. Od  maja 1944 roku ukrywała się w Radymnie koło Przemyśla przed wywozem do Niemiec na przymusowe roboty tam została aż do przyjazdu swojej matki w lipcu 1945 roku ze Lwowa jako repatriantki ojciec został zamordowany w lipcu 1944 pod Lwowem w Czyszkach przez bandytów z UPA. Po przyjeździe swej matki Wiktorii ze Lwowa wyjechała do Dziedzic na Śląsk do siostry matki. W 1945 roku we wrześniu została przyjęta do NSZ-u, gdyż jej dwaj kuzyni byli w tej organizacji przez całą okupację niemiecką. Przysięgę złożyła na początku na lipca 1946 roku, przysięga odbierał podporucznik „Ryś” Jan Przewoźnik a świadkami byli szef Akcji Specjalnej ppor. Józef Madej ps.” i plutonowy  Władysław Guzdek ps. „Wik”. Była sympatią jednego z dowódców mianowicie Romualda Czarneckiego pseudonim „Picolo”. W organizacji zaczęła pracować jako łączniczka. nosiła broń, amunicje i meldunki oraz inne informacje na Baranią Górę do sztabu „Bartka”, równocześnie  skończyła kurs maszynopisania w Białej u sióstr zakonnych a kurs stenografii w Bielsku prowadzony przez Izbę Kupiecka w Katowicach. W lipcu 1946 roku podjęła pracę w Starostwie Powiatowym w Bielsku obecnie Bielsko-Biała, gdzie pracowała jako kancelarzysta w wydziale organizacyjno - administracyjnym aż do jej aresztowania.. Aresztowanie nastąpiło w dniu 18 grudnia 1946 za przynależność do NSZ VII okręg Śląsk Cieszyński  pod dowództwem kapitana Henryka Flamego ps. "Bartek" po aresztowaniu przez UB w Bielsku 24 stycznia 1947 roku w Wojskowym Sądzie Rejonowym w Katowicach w trybie doraźnym została skazana na 12 lat więzienia oraz utratę całego mienia. Wyrok 4 lat więzienia odbyła w więzieniach w Bielsku i Cieszynie, 4 lata zostało jej darowane w wyniku amnestii w 1947 roku oraz złożonej przez jej matkę apelacji (4 lata) Po wyjściu z więzienia podjęła pracę w Społem w Czechowicach a w 1955 roku przeniosła się do Kielc wraz z matką gdzie podjęła pracę w WZSP (8 lat pracy) Okręg Dyrekcji Osiedli Robotniczych (12 lat ) Naftoprojekt aż do pójścia na emeryturę w roku 1981. Była aktywną członkinią ZŻ NSZ nr.2  w Kielcach. Zmarła . 15.12.1991. w Kielcach pochowana na cmentarzu Piaski Kielce.

Czytaj dalej

Podziękowania

Grupa Rekonstrukcji Historycznej im Stanisława Grabdy

ogromnie dziękuje Kancelarii Finansowej Pactum.

Za pomoc pomoc księgową 

Zamów newsletter

Subskrybuj nasz Newsletter, a co miesiąc wyślemy Ci informacje

Wydarzenia

Pn Wt Śr Cz Pt So N
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10
11
12
13
14
15
16
17
18
19
20
21
22
23
24
25
27
28
29
30
31

Nasz Facebook

Reklama google

Nasz tytuł prasowy

 

@periodyk publicystyczno-historyczny

Adres redakcji: ul Św. Weroniki 26/3,

25-658 Kielce 

 redakcja@piewca.pl

Wesprzyj naszą prace