Grupa Rekonstrukcji Historycznej

im. por. Stanisława Grabdy ps. Bem

  • Start
    Start Tutaj znajdziesz wszystkie wpisy dostępne na stronie.
  • Kategorie
    Kategorie Wyświetla listę kategorii tego bloga.
  • Tagi
    Tagi Wyświetla listę słów kluczowych, które zostały wykorzystane na blogu.
  • Blogerzy
    Blogerzy Wyszukaj ulubionego blogera na stronie.
  • Wpisy Zespołu
    Wpisy Zespołu Wyszukaj ulubiony zespół.
  • Archiwum
    Archiwum Zawiera listę wpisów, które zostały utworzone wcześniej.
  • Login
    Login Formularz logowania

Konrad Spurek ps.Bobrza d-ca placówki NSZ Kielce - Białogon

przez w Biografie żołnierzy
  • Rozmiar czcionki: Większa Mniejsza
  • Przeczytano: 393
  • Drukuj
393

Konrad SpurekUrodził się 16 grudnia 1913 roku w Białogonie w rodzinie robotniczej jako syn Walentego i Stefanii ze Stachurskich. W siódmym roku życia rozpoczął naukę w szkole powszechnej w Białogonie, którą ukończył w 1928 roku. Rok później rozpoczął pracę w Państwowych Zakładach Mechanicznych i Odlewni Żelaza w Białogonie, jako uczeń modelarski. W 1930 r. rozpoczął naukę w wieczorowej szkole dokształcające w Kielcach, którą ukończył W 1933 roku, a rok później został powołany do odbycia służby wojskowej w II batalionie czołgów z Żurawicy koło Przemyśla, tam ukończył szkołę Podoficerska w stopniu starszego strzelca i przydzielony został do Kompanii motorowej jako zastępca drużynowego. W 1936 r. zwolniony został do rezerwy i w tym samym roku podjął pracę w poprzednim zakładzie jako modelarz. 1 września 1939 roku został zmobilizowany do drugiego Batalionu Pancernego w Żurawnicy, 112 Kompanii czołgów „Renault” jako strzelec czołgowy, dowódcą kompanii był kapitan Gajda a dowódcą plutonu podporucznik rezerwy Z. Nagórski, Wieczorem 2 Września transportem kolejowym wyjechali w kierunku Lwowa. On i dwóch żołnierzy zostało wyznaczonych do obrony przeciwlotniczej na ostatnim w wagonie długiego pociągu.

 

cyt.. Jechaliśmy bardzo szybko w wagonie, na którym jechaliśmy rzucało tak, że niemożliwe było utrzymanie się na nogach, a w pewnej chwili wagonem szarpnęło tak, że się poprzewracaliśmy. Stojak wyrwał mocowania i wypadł z wagonu, dla mnie była to rzecz straszna, zgubiłem karabin….

 

Mimo ciemnej nocy i mimo pędzącego pociągu po wagonach przeszedł do przodu pociągu, aby zameldować dowódcy co się stało, ten wysłuchawszy go, nie kazał mi już wracać. Rano przyjechali do Lwowa, który był już mocno bombardowany, w niedługim czasie nadleciały niemieckie samoloty i zaczęły zrzucać bomby na miasto i stacje, wkrótce opuścili Lwów kierując się na wschód.

 

Cyt.. wyglądało tak jakbyśmy wracali z powrotem poprzez Równe, Zdołbunów, Kowel do Brześcia. Po krótkim postoju jedziemy na północ Dojechaliśmy do stacji wśród lasów Czeremcha, która była załadowana transportami wojska, w niedługim czasie nadleciały niemieckie samoloty, zrzucając bomby ostrzeliwały nas z karabinów maszynowych. Było to dla nas zaskoczeniem. Wkrótce nadleciał z powrotem i spotkały się z silnym ogniem obrony przeciwlotniczej stacji i transportu. Jeden samolot zapalił się, a następnie wybuch płonąc spadł w niedalekiej odległości drugi dymiący skrył się za lasem, na pewno zginął. Zaraz potem ruszyliśmy dalej na północ, w drodze widać było dużo pozabijanych koni i rozwalonego sprzętu wojskowego. Dojechaliśmy do stacji Wysokie Litewskie, stacja była opustoszała, znać było świeże ślady bombardowania. Koło południa szykowaliśmy się do obiadu, w tym czasie nadleciały samoloty i zaczęło się znowu bombardowanie. Słaba obrona pozwoliła Niemcom celnie rzucać bomby, zginął kapral i dwóch żołnierzy byli też ranni. Dowiedzieliśmy się, że wracamy do Brześcia, mieliśmy jechać do Warszawy, ale na skutek zniszczonych torów dalej jechać nie można. Po rozładowaniu się na stacji w Brześciu pojechaliśmy do twierdzy i weszliśmy w skład obrony Brześcia. Pluton nasz zajął stanowisko na bramie terespolskiej, czołgi nasze zaryglowane bramę w kierunku na most na Muchawcu. Po południu na moim stanowisku zobaczyłem na drugim brzegu Muchawca zbliżającą się masę ludzi, kierującą się na most. Było to wojsko uciekające w panice bez broni nawet nie kompletnie ubrane. Ja jako zastępca dowódcy plutonu, chciałem ich zatrzymać do kontroli, ale to było niemożliwe. Nadszedł dowódca plutonu i kazał wycofać czołgi z bramy i wpuścić do ich do środka, było to wojsko spod Mławy. Na drugi dzień z samego rana rozpoczął się artyleryjski atak na twierdzę, najpierw słychać było dalekie wybuchy, a potem wzmagający się świst i piekielny huk rozrywających się pocisków. Tak było cały dzień i noc. Zapalił się duży budynek, w którym mieściło się dowództwo, spalił się też kościół. Pluton nasz stał bezczynnie i bezpiecznie na swoim miejscu koło południa dostałem rozkaz, aby pół plutonem czołgów wyjechać na Bramę Brzeską, by przejść na drugą stronę twierdzy, było spokojnie. Nie wchodząc do czołgu prowadziłem je, gdy byłem w połowie drogi rozpętała się artyleryjska kanonada. Już nie mogłem się zatrzymać i wejść do czołgu, szczęśliwie doszedłem na miejsce jednak całą twarz miałem zakrwawioną od odprysków i w nodze dwa odłamki. Chcieli mnie odesłać do szpitala, ale się nie zgodziłem. Założono mi opatrunek i zostałem na miejscu. W tym czasie nastąpiła duża detonacja, to został zerwany most na Bugu. Nasza akcja nie doszła do skutku, wróciliśmy z powrotem na stare miejsce. Wkrótce potem przyszedł rozkaz do wyjazdu, opuszczaliśmy Brześć w sposób zorganizowany w kierunku na Kodeń, zostawiając za sobą palący się Brześć miasto i twierdzę. Po przejechaniu kilkunastu kilometrów zabrakło nam benzyny, dostaliśmy rozkaz zniszczyć czołgi, amunicję i sprzęt. Dalej szliśmy piechotą, będąc na odpoczynku w lesie między Lublinem a Chełmem słychać było ostrzał artyleryjski spod Chełma, w tym lesie zebrały się resztki wojska z Brześcia. W pewnej chwili ubezpieczenie doniosło o naciągający w wojsku niemieckim. Wśród wojska wybuchła panika, wojsko rzuciło się do ucieczki w las. Nadciągający wojskiem okazał się 10 Pułk Zmotoryzowany Strzelców Konnych pod dowództwem Maczka. Z naszego Batalionu w większości wszyscy zostali, dowództwo nasze oznajmiło nam, że na skutek ogólnej sytuacji w kraju zwalnia nas z wojska, każdy może postępować według własnego uznania. Wypłacono nam żołd, dodatek wojenny i coś tam jeszcze w sumie dostałem około 200 zł, było to dość sporo pieniędzy wróciłem do domu w czasie okupacji spadł na mnie obowiązek utrzymania na starych rodziców i dwóch młodszych braci…...Konrad Spurek

 

Podjął pracę w „Zakładach Białogońskich” i dodatkowo trudnił się handlem. W 1940 roku spotkał się z Adolfem Zawadzkim był to jego starszy kolega, przed wojną był komendantem Strzelca w Białogonie do którego też Konrad należał. Zaproponował mu wstąpienie do Organizacji Wojskowej ZWZ oczywiście zgodził się złożył przysięgę i przyjął pseudonim „Bobrza” (rzeka przepływająca przez Białogon). Jego zadaniem była organizowanie ludzi, gromadzenie broni i kolportaż prasy. Dobrał sobie czterech kolegów, którzy byli podoficerami piechoty, aby zorganizować drużyny. Już po roku miał normalny pluton wojska. W tym czasie Adolf Zawadzki, będąc chorym na gruźlicę zmarł i został bez łączności z organizacją. Udał się do kolegi Edwarda Kaczmarczyka, który był porucznikiem artylerii wiedział że on również należy do konspiracji. Opowiedział z czym przychodzi a on zadowolony oświadczył mu że należy do nowo powstałej organizacji wojskowej pod nazwą Narodowe Siły Zbrojne i jeśli chcę, to chętnie go przyjmie. Konrad wcześniej czytał pisma Dmowskiego i znał założenia, które były programem NSZ. W porozumieniu z podwładnymi weszli w skład NSZ.

 

Cyt… Porucznik Kaczmarczyk podał mi swój pseudonim „Witold” on zapoznał mnie z „Tadeuszem”, który pracował w PSS, do niego pobierałem instrukcje i prasę, jak później dowiedziałem się był to Władysław Bajdor,* z „Witoldem” również byłem w kontakcie. W 1943 roku „Witold” został złapany przez Gestapo, w domu gdzie mieszkał znaleźli broń i konspiracyjne pisma. Zaraz po złapaniu odebrał sobie życie, od tego czasu w stałym kontakcie byłem z Tadeuszem.

Pewnego razu zostałem u „Tadeusza” starszego pana, „Tadeusz” przedstawił go jako porucznik „Jan” dowódca naszej kompanii. Od tego czasu byłem w stałym kontakcie z porucznikiem „Janem”, który nazywał się Tomasz Smoliński i był kierownikiem magazynu monopolu tytoniowego na ulicy Zamkowej i tam się z nim spotykałem. W Tym czasie spotkałem kolegę Zygmunta Wiechę nauczyciela i podporucznika Wojska Polskiego, w wyniku rozmowy zaproponowałem mu przystąpienie do naszej organizacji jako dowódcy plutonu. Oczywiście zgodził się przyjmując pseudonim „Klin”. W naszym plutonie było paru chłopaków po maturze w porozumieniu z „Tadeuszem” i „Janem” zorganizowałem kurs podchorążych. Wykładowcami byli podporucznik „Klin” porucznik „Zima”(p. Szczeciński) i podporucznik „Grzegorz” (p. Rodak). Kurs odbywał się w domu pod Słowikiem u kolegów T. i St. Kędziorów, którzy go też ukończyli. Początkiem 1944 roku w rozmowie z paniami mieszkającymi w Białogonie, które wiedziały o naszej konspiracji, gdyż dawałem im często prasę do czytania. Wyraził chęć należenia do nas. W porozumieniu z „Tadeuszem” i „Janem” zorganizowałem dwie sekcje sanitarne po 5 osób. Przewodniczącą były pani Maria Pasternak i Julia Janiec obydwie nauczycielki z miejscowej szkoły. Szkolenie wojskowe prowadziłem ja, szkolenie sanitarne prowadziła przyjeżdżające z Kielc pani doktor „Hanka”. Szkolenie odbywało się w domu pana państwa Romanowski w Białogonie, których córka należała również. Placówka nasza była dobrze zorganizowana i wyszkolona na nadchodzący czas akcji „Burza”. Na przełomie 1943 i 1944 roku zauważyłem jak gdyby izolację naszą od oddziałów AK znajdujących się w Białogonie i okolicy nawet w niektórych wypadkach wrogo.

Szczególnie na Słowiku gdzie jak wiemy, działał imponująco oddział „Kajtka” (Zygmunt Firlej),to też część naszych ludzi przyszła do niego. Dręczyło mnie to, że w zbliżających się decydującym czasie możemy być rozdzieleni. To też z wielką ulgą i radością „Tadeusz” oznajmił, że w NSZ nastąpił rozłam i większa część weszła w skład AK, do której my na leżeliśmy. Pod koniec lipca 1944 roku dostałem rozkaz stawienia się w Niwkach Daleszyckich, gdzie koncentruje się Trzeci Batalion 4 Pułku, którego dowódcą był Major „Piotr”, dowódcą naszego plutonu ppor. „Klin” ja i 10 ludzi stawiliśmy się na miejscu, gdzie był już dowódca naszej kompani porucznik „Jan”. Zastaliśmy tam dużo ludzi (wojska) które w dużo większej części było nieuzbrojone. Batalion umiejscowił się na terenie dużego folwarku, który Niemcy wybudowali do eksploatacji tamtych lasów. Ja zostałem mianowany szefem 7 kompani. W tym czasie dowództwo nasze nawiązało łączą z oddziałem sowieckim, znajdującym się w okolicy Widełek, których patrole przychodziły do naszego obozu. Wynikiem czego był udany atak na przejeżdżającą kolumnę samochodów niemieckich, trzy samochody zostały rozbite, paru Niemców zabitych a do niewoli dostał się podpułkownik ranny w nogę i paru żołnierzy, których zabrali sowieci ze sobą. Na drugi dzień Niemcy spalili Daleszyce i uderzyli na nasz obóz. Wycofaliśmy się w kierunku Cisowa. Tam kazano nam rozejść się do domu. Na skutek niepowodzenia Powstania Warszawskiego i zbliżający zbliżającej się Armii sowieckiej, działalność została jakby zawieszona. W domu doczekałem się w „wyzwolenia” kraju. Dla mnie rozpoczął się nowy etap życia. W 1945 roku 2 kwietnia zawarłem związek małżeński z panną Lucyną Zawadzką. Niedługo trwało moje szczęście z końcem kwietnia przyjechało po mnie UB do domu, w którym już nie mieszkałem, dzięki temu uniknąłem aresztowania. Od tego czasu musiałem się ukrywać, gdyż UB o różnej porze dnia i nocy odwiedzali mój dom. Taki stan trwał do 1952 roku, sytuacją mojej rodziny stała się dramatyczna, „Tadeusz” i „Jan” ulotnił się gdzieś, gdyż również byli zagrożeni. Klin wyjechał na „Ziemie Odzyskane”, ja z powodu powiązań rodzinnych musiałem być na miejscu. Zdecydowałem się podjąć stałą pracę, którą rozpocząłem w ówczesnym KZWM. W jakiś czas potem zostałem wezwany do Referatu Wojskowego, była to placówka UB. Po krótkim przesłuchaniu samochodem zawieźli mnie do Komendy MO na ul. Buczka, prowadzili do pokoju, w którym było dwóch cywilów, którzy zaraz rozpoczęli przesłuchanie. Przyjąłem zasadę niezapierania się całkowicie o przynależności i działaniach w SZP ZWZ i AK całkowicie zaprzeczyłem o przynależności do NSZ-u, co ich doprowadziło do wściekłości. Na temat moich przełożonych Podałem nazwiska i pseudonimy nieżyjących jak porucznik Kaczmarczyk „Witold” Jaroński „Wiktor”, który zginął w Powstaniu Warszawskim nieżyjący E. Wijas, który nie należał do żadnej organizacji. Zauważyłem, że im zależy, aby się przyznał, że należałem do NSZ-tu stanowczo zaprzeczam, co ich doprowadzało do wściekłości. Taki stan trwał gdzieś do trzeciej godziny nad ranem, ku mojemu zdziwieniu wyprowadzili mnie i kazali iść do domu. W jakiś czas później zabrali mnie znowu na ulicę Buczka tylko do Komendy Wojewódzkiej Milicji Obywatelskiej na ulicę Gwardii Ludowej. Wprowadzili mnie do pustego pokoju, po jakimś czasie weszło pięciu cywili rozpoczęli przesłuchania mnie, zanim odpowiedziałem na pytanie to już inny zadawał następne pytanie. Musiałem się pilnować aby nie powiedzieć coś niewłaściwego. Jeden z nich nie pytał tylko pisał, po paru godzinach czterech wyszło, a ten co pisał został. Dał mi do przeczytania co on napisał i kazał podpisać. Ja po przeczytaniu odmówiłem podpisu, doprowadziło go to do wściekłości. Dał mi papier i kazał napisać zeznanie i wyszedł. Po dłuższym czasie wrócił ja już napisałem ,on przeczytał i znowu wpadł w gniew, dając mi do podpisania papier, który on napisał. Ja się nie zgodziłem i z powrotem wpadł w gniew wyklinając i strasząc mnie. Po jakimś czasie wypuścił mnie był już wczesny ranek. Potem jeszcze wiele razy zabierali mnie i podobny sposób wprowadzili moje zeznania. W 1956 roku zabrali mnie jak się okazało ostatni raz po krócej trwających zeznaniach dał mi do podpisania pismo które przeczytałem i podpisałem. Było to ostatnie moje spotkanie z UB odtąd miałem już spokój. Życie mojej rodziny znormalizowało się, pracowałem dalej w Polmo SHL. Żona, która nie pracowała poświęcając się wychowaniem trójki dzieci - córkę i dwóch synów, którzy po skończeniu szkoły założyli swoje rodziny. ……….

Chcę przedłużyć pamięć tamtych lat dla siebie i dla moich najbliższych Konrad Spurek

Zmarł 13.10.2008 pochowany na cmentarzu w Białogonie b2ap3_thumbnail_20968030_2074115455947625_714960863_o.jpg

Jestem takim nadrzecznym łazęga czyli popularnie wędkarzem jest to jedna z moich pasji Zajmuje się amatorsko grafiką i tworzeniem portali społecznościowych.Jestem twórcą i wspóltwórcą wielu portali obecnie najnowszym dzieckiem jest portal Piewca .pl z bardziej znanych portali jest to seria przewodników wędkarskich Świętokrzyski,Pomorski i Łodzki Przewodnik WędkarskiZakres moich zainteresowań jest dość szeroki, jest to historia regionu ,socjocybernetyka społeczna,przyroda i różne powiązane z nimi rzeczy.
Nie wierzę w obecny system monetarny. Jestem zafascynowany rozwiązaniami Szwajcarii i to nie tylko w kwestii waluty lokalnej ale tez obronności oraz demokracji bezpośredniej

Komentarze

Podziękowania

Grupa Rekonstrukcji Historycznej im Stanisława Grabdy

ogromnie dziękuje Kancelarii Finansowej Pactum.

Za pomoc pomoc księgową 

Zamów newsletter

Subskrybuj nasz Newsletter, a co miesiąc wyślemy Ci informacje

Wydarzenia

Pn Wt Śr Cz Pt So N
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10
11
12
13
14
16
17
18
19
20
21
22
23
24
25
26
27
28
29
30

Nasz Facebook

Reklama google

Nasz tytuł prasowy

 

@periodyk publicystyczno-historyczny

Adres redakcji: ul Św. Weroniki 26/3,

25-658 Kielce 

 redakcja@piewca.pl

Wesprzyj naszą prace