Grupa Rekonstrukcji Historycznej

im. por. Stanisława Grabdy ps. Bem

  • Start
    Start Tutaj znajdziesz wszystkie wpisy dostępne na stronie.
  • Kategorie
    Kategorie Wyświetla listę kategorii tego bloga.
  • Tagi
    Tagi Wyświetla listę słów kluczowych, które zostały wykorzystane na blogu.
  • Blogerzy
    Blogerzy Wyszukaj ulubionego blogera na stronie.
  • Wpisy Zespołu
    Wpisy Zespołu Wyszukaj ulubiony zespół.
  • Archiwum
    Archiwum Zawiera listę wpisów, które zostały utworzone wcześniej.
  • Login
    Login Formularz logowania

Wspomnienie o Mieczysławie Gronku, żołnierzu Oddziału partyzanckiego por. ,Bema"

przez w Uroczystości
  • Rozmiar czcionki: Większa Mniejsza
  • Przeczytano: 1019
  • Drukuj
1019

 b2ap3_thumbnail_gronekf.jpg7 grudnia zmarł kpt. Mieczysław Gronek  ps."Kowboj" nasza grupa w ostatniej ziemskiej drodze żołnierza NSZ i AK .Pogrzeb odbył się w środę 13 go grudnia o godz 11.00 w parafii Podwyższenia Krzyża w Katowicach na os. Dolne Tysiąclecie, pochowany został na cmentarzu przy kościele św Jadwigi w Chorzowie. Współzałożyciel Katowickiej Fundacji Pomocy Dzieciom Kalekim,główny współtwórca Ośrodka Rehabilitacyjnego na os. Tysiąclecia, Wiceprezes Śląskiego Okręgu Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej - żołnierz AK żołnierz oddziału partyzanckiego por.Stanisława Grabdy  ,Bema" 

b2ap3_thumbnail_P1430719.JPGb2ap3_thumbnail_P1430755.JPGb2ap3_thumbnail_P1430733.JPG

b2ap3_thumbnail_P1430831.JPGb2ap3_thumbnail_P1430796.JPGb2ap3_thumbnail_P1430849.JPG

 

Do 204 pp. Ziemi Kieleckiej NSZ dołączył w lipcu 1944r. wraz z dwoma kolegami z tajnego nauczania w Stopnicy, ze skierowania kontaktowego miejscowej placówki NSZ. Było to w Lubczy.  Z jednym z wymienionych kolegów, a to Tadeuszem Czerwińskim  ps. "Sokół" wcieleni zostali do 4-ej kompanii por. Stanisława Grabdy ps. "Bem" 204 pp. Ziemi Kieleckiej NSZ. Służył pod rozkazami tego dowódcy do czasu rozformowania oddziału, tj. 17 lub 18 stycznia 1945r., z tym, że od listopada 1944r, kompania odłączyła się od Brygady Świętokrzyskiej i przeszła do zgrupowania Bolesława Michała Nieczuja-Ostrowskiego ps. "Tysiąc", dowodzącego 106 Dywizją AK pow. miechowskim. Wstępując do POLSKIEGO WOJSKA miał 15 lat, a podał, że 17. Był na pewno najmłodszym żołnierzem kompanii, liczącej średnio ok. 70 ludzi. Lubczę zapamiętał dlatego, że odbyła się tam w niedzielę Msza Święta polowa, na której miał okazję, wręcz z bliska, zobaczyć oficerów dowództwa. I tak zobaczył dowódcę KG NSZ, czasowo dowodzącego 204 pp. Ziemi Kieleckiej, płk. Stanisława Nakoniecznikoffa-Klukowskiego — ps. „Kmicic" — wysokiego, szczupłego mężczyznę. którego parokrotnie widział później na koniu. Zobaczył też korpulentnego raczej niskiego wzrostu kpt. w rogatywce polowej, bruneta o bardzo otwartej jak i cieplej powierzchowności jak mu wówczas powiedziano — dowódcę 204 pp., kpt. „Jerzego". Owego kapitana widział jeszcze raz z bliska w dowództwie Brygady Świętokrzyskiej, gdy dostarczyli zdobyte na Niemcach działo (haubicę). Czytając te wspomnienia, proszą wziąć pod uwagę, że przekazywał je żołnierz obserwując. ówczesne zdarzenia z najniższego szczebla hierarchii « oddziale i w- dodatku najmłodszy. A przecież byli żołnierze nie tylko starsi wiekiem, ale i stażem oraz stopniami ze służby w przedwojennym wojsku. Może i z tego powodu, poszczególne wydarzenia wywierały na Mieczysławie większe wrażenia, niż na -wiarusach — elicie oddziału.

 Trzeba podkreślić dodatkowo, że ukształtowana w czasie okupacji postawa patriotyczna młodzieży predysponowała do poważnego pojmowania zdarzeń wojennych, z dzisiejszego punktu widzenia  nie zawsze racjonalnie. Całe zgrupowanie 204 pp. a potem i Brygady Świętokrzyskiej robiło na nim olbrzymie wrażenie  przedsmak prawdziwego wojska Niepodległej Polski. Wtedy w Lubczy uważali z kolegą kompanie por. Władysława Kołacińskiego i por. Stanisława Grabdy za najlepsze tym zgrupowaniu. Oczywiście, że nie miał podstaw do szerszych ocen. Zresztą powiedział. że nawet «tedy nie rozumiał tego wszystkiego, co się działo. W kompanii por. Stanisława Grabdy trafił do 2-ej drużyny plutonu podch. Stanisława Banacha — ps. „Zych". W drużynie pełnił funkcję amunicyjnego erkaemisty Juliana Siennickiego — ps. „Burek". Był to pokaźnej postury żołnierz, o pulchnej, zaczerwienionej twarzy i jasnoniebieskich oczach. Obsługiwał on rkm sowieckiej produkcji — „Diegtariowa" z magazynkiem talerzowym. Rolą amunicyjnego było towarzyszyć erkaemiście w akcjach z dodatkowym zapasem amunicji oraz doładowywać opróżnione —wystrzelane magazynki luźną amunicją, a w przypadku śmierci, tegoż, przejąć rkm i prowadzić ostrzał do czasu dołączenia nowego wyznaczonego przez dowódcę. Funkcja amunicyjnego była dla niego o tyle trudna, że musiał nosić także własne uzbrojenie — polski karabin typu mauser (ponad 4 kg), 6 szt, ładownic z amunicją na pasie, 80 szt. luzem w plecaku i 2 ciężkie granaty obronne polskiej produkcji. Szef kompanii st. sierż. Jan Chlond — ps. "Bartosz" wydawał amunicję zasadzie bez ograniczeń, więc miał zawsze około 120 szt.„ nie uważał.. że za dużo na wypadek ewentualnego okrążenia. To pełne obciążenie było bardzo uciążliwe dla, 15- letniego chłopca. Odczuwał to czasie długich nużących, z reguły nocnych marszów wynikających bardzo często z konieczności zmiany miejsca postoju oddziału. Bardzo często żołnierze usypiali "na stojąco" w Czasie krótkich postojów oparci na karabinach, gdy grunt był zmoczony deszczem.

Należy dodać, że bezpośredni zwierzchnik Mieczysława erkaemista Julian Siennicki nie dociążał go za bardzo a mógł. Na pewno i z tego powodu, że był mężczyzną mocnym i zahartowanym. Mieczysław widział go zupełnie niespodziewanie w Busku Zdroju. chyba w kwietniu 1945r. Prowadziło go skutego kajdanach trzech ubowców z bronią gotową do strzału. Był to dla Mieczysława sygnał do usunięcia się z tego terenu. Wybrał Poznań, gdzie jak się dowiedział po wojnie od kol. Jana Chlonda-juniora  z którym partyzantce utrzymywał przyjazne kontakty, a pełnił on funkcję pisarza kompanii — nastąpiła wsypa" wielu wspólnych kolegów « zorganizowanej tam „grupie przetrwania". Jednak w Poznaniu nie spotkał nikogo z tego okresu. Chyba z uwagi na swój młody wiek udało mu się uniknąć represji. W oddziale por. Stanisława Grabdy — a mówił to z pełnym przekonaniem — panowała na co dzień bardzo duża dyscyplina i ciągłe doszkalanie! Na uzbrojeniu oddziale były również dwa polskie, przedwojenne rkm-y. Musiał umieć perfekcyjnie rozłożyć i złożyć taki rkm, którego zresztą zamek był szczególnie skomplikowany. Chyba jeszcze dziś to potrafiłby, choć był przecież tylko amunicyjnym. Nie mówiąc o jego kbk, którego prześwit lufy lśnił nawet w nocy! Każdego dnia rano i wieczorem odbywały się zbiórki i apele, prowadzone przez dowódcę oddziału lub st. sierż. Stefana Piecha ps. "Grzmot", który miał mocny lecz bardzo zachrypły głos. Najpierw szef kompanii st. sierż. Jan Chlond (wachmistrz) odczytywał z dziennika kompanijnego rozkazy, a na zakończenie każdego apelu padała, komenda: "Do modlitwy! Na wyżywienie żołnierskie składały się zupy z tzw. wkładką mięsną (często tłustą) i chleb. Bielizna osobista była prana przez żołnierzy we własnym zakresie, tak samo skarpety i onuce. Chyba dlatego. że nie zawsze były wygotowane i wyprasowane, to wszy prześladowały wszystkich żołnierzy. bez «majątku. Bywało. że jeśli komuś porwała się koszula, to otrzymał nową, podobnie jak i umundurowanie. Pilnował tego szef kompanii, który miał odpowiedni zapas na wydzielonym wozie taborowym.

Dowódca kompanii rozmawiał z Mieczysławem przez te kilka miesięcy — zaledwie 4 razy albo aż 4 razy. Wszystkie do dziś pamięta w najdrobniejszych szczegółach, gdyż wywierały na nim ogromne wrażenie! Emanował od dowódcy duży — jak mówił Mieczysław — autorytet i równocześnie jakieś ciepło, a nawet ojcowskie uczucie. Potocznie mówili na niego „ Stary”. Jeśli tylko znalazł się polu widzenia Mieczysława, bez względu na to, do kogo miał sprawę, to nic nie uszło jego uwadze! Wiele sytuacji starał się samodzielnie rozszyfrować na własny użytek. Nikogo o nic nie pytał z uwagi na swoją skromną pozycję oddziale i na młody wiek. Oczywiście wiele szczegółów dochodziło do niego poprzez kol. Jana Chlonda-juniora, gdyż on wiele wiedział jako pisarz kompanii i jako syn szefa kompanii. pozostającego bliskich kontaktach z dowództwem. Z Janem Chlondem miał zawsze przyjazne kontakty. Ubolewa, że uzgodnione z nim spotkanie w Radomiu nie doszło do skutku. Zmarł okresie rekonwalescencji po przebytej operacji. Nie spotkali się, bo Jan odszedł na wieczną wartę ostatni z trzech Chlondów, którzy byli w oddziale znaczącymi żołnierzami. Nie Wjaśnił sobie wielu spraw, które go interesowały, a niektóre nawet nurtowały. Nie było im dane uścisnąć sobie dłoni po 50-ciu latach, w wolnej Polsce! Przywołał wówczas Mieczysław słowa angielskiego poety J. Danne^go, który napisał, że "Śmierć każdego człowieka, a co dopiero przyjaciela z czasów, gdy życie nasze na co dzień było takie kruche, umniejsza mnie, ponieważ jestem zespolony z ludzkością. Przeto nigdy nie pytaj komu bije dzwon — bije on tobie" (cyt. z korespondencji) . W odniesieniu do por. Stanisława Grabdy Mieczysław powiedział, że obraz jego często i wyraźnie staje mu przed oczyma. Zastanawia się na ile ma na to wpływ męczeńska śmierć porucznika. którą do dziś bardzo przeżywa. Powiedział też, że Stanisław Grabda był wysokiego wzrostu, lekko zgarbiony (raczej górnym odcinku kręgosłupa). Był bardziej ciemnym blondynem niż szatynem. Oczy zielone, twarz podłużna.

lekko uwydatnione kości policzkowe. Uśmiech opanowany ... z jakimś odcieniem smutku, jednocześnie ciepły, pełen życzliwości. Nigdy nie widział Mieczysław por. Stanisława Grabdy śmiejącego się — jak się to mówi — "do rozpuku". Kilka razy, przechodząc koło dowódcy widział jak ten, uśmiechał się do niego przelotnie, ciepło. Zastanawiał się nawet. jaki wpływ mogła mieć na to przypadkowa wizyta jego brata ps. Grajek", służącego w Oddziale partyzanckim AK Mariana Sołtysiaka — ps. Barabasz". Oddziały Mariana Sołtysiaka i Stanisława Grabdy zakwaterowały się przypadkowo w bliskiej odległości. Wtedy to brat Mieczysława, służący w oddziale AK zgłosił się oczywiście uzbrojony u por. Stanisława Grabdy z prośbą o spotkanie z bratem Mieczysławem. Jak się okazało rozmawiali długo, tak że na rozmowę braci niewiele czasu zostało. Mieczysław obserwując swego dowódcę siedzącego na koniu odnosił wrażenie, że ustawia sobie za nisko strzemiona. Mundur miał gabardyowy. Nosił pas z koalicyjką, a na cienkim pasku mapnik. Oprócz pistoletu — chyba parabellum — nosił też pistolet maszynowy empi z odwodzoną składaną metalową kolbą. Buty oficerki. Czapka rogatywka-polówka. Zimą bardzo często opuszczał nauszniki czapki, częściej niż Mieczysław. W akcjach krzyczał głośnym, nieco zachrypłym głosem, ale nie tak głośnym i nie tak zachrypłym jak st. sierż. Stefan Piech. Nie używał przekleństw, ani ,kuchennej łaciny ". Osobiście nigdy nie widział go pijanego ani podpitego. W czasie swoich obserwacji zauważył też Mieczysław, że był zawsze ostrożny. Dziś ocenia tę cechę jako odpowiedzialną roztropność. W nagłych, niespodziewanych groźnych sytuacjach zachowywał "zimną krew". Tak się złożyło, że miał okazję bezpośrednio to zaobserwować. Zilustrował to dwoma przykładami: Jako dowód roztropności może posłużyć przykład wydanego rozkazu natychmiastowego wycofania oddziału z akcji, po rozbiciu znacznego oddziału niemieckich artylerzystów i zdobyciu działa. Kompania pełniła w tym dniu funkcję kompanii służbowej, a więc zabezpieczała sztab brygady, wystawiła warty i posterunki ubezpieczające, obsługiwała łączność itp.

Porucznik Stanisław Grabda, po otrzymaniu wiadomości o zatrzymaniu się W pobliżu niemieckich artylerzystów, było to W Odrowążu, zdecydował się na wypad silą 15 maksimum 20 ludzi na akcje. Tuż przed atakiem wyznaczył zadania. Niemcy dysponowali działem, z którego zdążyli wystrzelić jedynie dymną zasłonę, coś z czym żołnierze oddziału jeszcze się nie zetknęli. Nagle „Bemowcy" znaleźli się w ciemnościach! Nie widzieli się zupełnie, ale biegli do przodu, słysząc cały czas głos dowódcy i jego rozkaz: "Skokami pojedynczo do przodu!" Gdy przebiegli w trwodze ten wał czarnego dymu, zobaczyli się nawzajem. Mieczysław zobaczył także , że po jego lewej stronie, odległości około 20 m. biegł por. Stanisław Grabda, krzyczący dla odmiany: „Celowniki!", „Celowniki!" w tym tumulcie i huku strzałów Mieczysław nie wiedział o co dowódcy chodzi. Potem dowódca ich strofował, że zbliżając się do nieprzyjaciela, nie korygowali nastawy celowników. Mieczysław, co prawda widział kurz wznoszący się z ich ostrzału, ale tego szczerze mówiąc nie kojarzył. W sensie potrzeby rutynowej korekcji celownika. Chyba inni jego koledzy też stracili refleks. Jedynie dowódca nie. Zauważył też, że te smugi kurzu -wywołane ostrzałem wyraźnie spanikowały Niemców, bo im jakby "odcinały" drogę ucieczki na otwartej już przestrzeni. Mieczysławowi bardzo się ta akcja spodobała! Dziś wie, że dowódca miał powód do zdenerwowania, bo byli po prostu nieskuteczni, co doświadczeni żołnierze niemieccy mogli łatwo wykorzystać. Porucznik Stanisław Grabda jeszcze bardziej się zdenerwował, kiedy zobaczył euforię swoich żołnierzy z tytułu zwycięstwa. Wydał rozkaz natychmiastowego wycofania się ze zdobytym działem. Zwracając się do Mieczysława chyba tylko tytułem pouczenia — powiedział: "Oni mają łączność radiową z dowództwem! Mogą więc otrzymać pomoc". Podkreślić należy, a że nikt ze zwycięzców nie umiał obsłużyć zdobytego działa. Dowódca zabronił manipulacji koło niego. Zaciągnęli go do dowództwa brygady. Uciecha była wielka.

 

Była to druga w kolejności chronologicznej Mieczysława "rozmowa" z por. Stanisławem Grabdą, podczas której nie zabierał głosu tylko słuchał! Pierwsza "rozmowa" na tej samej zasadzie odbyta, miała miejsce znacznie wcześniej, w czasie —jak zwykle —.nocnego marszu. Dowódca, który często jeździł konno, miał zwyczaj wyrównywać rozciąganie się oddziału. Dawał wtedy komendę Czoło stój! Podaj dalej", którą podawano do przodu. Po dołączeniu tyłu kolumny, jechał na jej czoło i dawał rozkaz kontynuowania marszu. W czasie jednej z takich sytuacji Mieczysław przechodził obok stojącego na koniu dowódcy, który widząc chyba jego zmęczenie, odezwał się: " No i co Kowboj "? Mieczysław odpowiedział: "W porządku Panie Poruczniku!" A teraz przykład zachowania tzw. "zimnej krwi" przez dowódcę w sytuacji groźnego zaskoczenia. Była zima. Oddział znajdował się pow. miechowskim.

 

Mieczysław był W szpicy na czele kolumny marszowej. Przed szpicą na szczęście znalazł się na koniu dowódca oddziału. Nagle zza zakrętu wyłonił się oddział niemiecki! Na czele tego oddziału, również na koniu jechał ich dowódca. Niemcy wycofywali się w tym czasie pod naporem sowieckiej ofensywy z przyczółka sandomierskiego. Ich morale było już w tym czasie inne porównaniu z butą np. 1942r. Oba oddziały idące naprzeciw siebie natychmiast zatrzymały się w odległości jakieś 30 - 35m. Dowódca miał na piersiach przewieszony empi podniósł prawą rękę do góry i geście — niczym Rzymianie /salwate!/ ruszył sam powoli w kierunku Niemców! Mieczysław obserwował to z przerażeniem, przewieszony z przodu automat, plus podniesiona prawa ręka czyniły dowódcą bezbronnym! Wrócił po paru minutach i powiedział, że oznajmił Niemcom iż oddział wchodzi w skład większego zgrupowania AK i ma zająć pozycję widocznej odległości. Rzeczywiście Mieczysław widział jak im coś na mapie pokazywał. Niemcy odpowiedzieli — powiedział dowódca — że muszą to uzgodnić ze swoim dowództwem, a tymczasem zgodzili się na wzajemne wycofanie się na odległość strzału. Oczywiście Bemowcy wycofali się pospiesznie.

Niemcy potem zaczepnie zaatakowali oddział ale Mieczysław nie mógłby jednak stwierdzić, czy był to ten sam oddział. Po prostu ,Bemowcy" znaleźli się w pasie wycofującego się frontu. Jednak Wojsko niemieckie atakowało bardzo niezdecydowanie, mając przecież pod każdym względem przewagę! Ich tyraliera ok. 300 m szerokości posuwała się powoli i co chwilę zatrzymywała się. Wysunęli się z 200 300 m przed zabudowania wsi. Flanki były na dużej przestrzeni puste. co było widoczne. Więc dowódca dostrzegł realne szanse kontaktu bojowego. Ruszyli więc zdecydowanie na nich jak burza, z okrzykiem: "Hande hoch!" Przemieszane okrzyki z hukiem wystrzałów i świst przelatujących kul nasunęły Mieczysławowi refleksję, iż dobrze, że jest zima i leży śnieg. bo razie oberwania kuli, pada się na śnieg i ze względu na chłód mniej się krwi straci w porównaniu z latem. Po chwili, kiedy się już starły czoła tyralier, zauważył Mieczysław, że Niemcy odrzucali broń możliwie jak najdalej od siebie, czego przedtem nie dostrzegał. Dziwił się też, że atakując nie krzyczeli, a być może, że to oni — ,Bemowcy" — ich zakrzyczeli? Jedno już wtedy było pewne, morale niemieckiego wojska spadło zupełnie. Dawnej buty już się pozbyli! Wzięli wówczas ponad 60-ciu jeńców, tym część "własowców", szczególnie w Polsce znienawidzonych. gdyż Niemcy wysługiwali się nimi w tzw. karnych ekspedycjach, kończących się paleniem wsi, często z zamkniętymi ludźmi w stodołach. Zabijali też maleńkie niewinne dzieciątka na oczach matek! Jeńców podzielono na 2 grupy: Niemców i. własowców. Mieczysław znalazł się w grupie, która miała eskortować własowców. Wtedy to miała miejsce jego czwarta rozmowa z por. Stanisławem Grabdą. W pewnym momencie usłyszał z odległości ok. 20 m głos dowódcy: "Kowboy do mnie"! Podbiegi i zameldował się, stojąc oczywiście w postawie zasadniczej, czekając na dalsze rozkazy... Dowódca patrzył na niego i jakby go nie dostrzegał, choć stal 3 m przed nim. Trwało to chwilę, może ze 40 sekund — wspominał Mieczysław — a porucznik patrzył zamyślony i nic nie mówił. Wreszcie powiedział: "Wy zostajecie, możecie iść na swoją kwaterę".

 

W tym czasie por. Stanisław Grabda funkcjonował pod rozkazami AK. Trzecia rozmowa dowódcy kompanii z Mieczysławem miała charakter po części szkoleniowy, a po części "dowartościowujący" go. Była 1:00 lub 2:00 godz. nocy. „Bemowcy" mieli przekraczać most na Pilicy w Kozłowie. Podobno w mieście stacjonowali Niemcy, choć tu wspominający miał wątpliwość. Dowódca kompanii, który zawsze nakazywał czasie marszu ciszę, podjechał do szpicy, nakazując zatrzymanie się, w pełnej gotowości bojowej. Po czym udzielił żołnierzom szczegółowego instruktażu, podał też rodzaje sygnałów z rakietnicy i zapytał, czy wszystko jasne. Cały czas mówił szeptem. Na zakończenie wyznaczył dwóch szperaczy czołowych. Jednym z nich był Mieczysław. Długo patrzył wyznaczonym w oczy zanim powiedział: "Kowboy dowódcą!". Był on wyraźnie młodszy wiekiem, choć może nie stażem partyzanckim, czego nie był pewien. Mieczysław był tą decyzją tak podbudowany, wręcz dumny, że poszedłby wtedy W ogień jak kamikadze! Na szczęście nic się nie wydarzyło. Spokojnie, aczkolwiek W pełnej gotowości bojowej przeszli przez most i miejscowość. Było cicho wokół. Długo się potem zastanawiał Mieczysław, czy dowódca z góry przewidywał sytuację i finał, lecz chciał rozegrać wszystko super serio dla zasady. A myśli, że mógł wiedzieć, bo przecież kompania nie działała w próżni. Były kontakty z placówkami AK i NSZ W terenie. Mieczysław puszczał, że jeśli chodzi o niego, to chciał go dowartościować i dać mu satysfakcję za wielomiesięczny trud żołnierski chłopca, który „podwójnie" się starał, by nadrobić wiek. Nie wie, jak było w istocie, ale wie, bo to obserwował wielokrotnie, że porucznik wszystko traktował serio, jeśli chodzi o obszar jego odpowiedzialności jako dowódcy i zwierzchnika. Były pewne epizody w czasie pobytu Mieczysława w oddziale, które obserwował, lecz nie potrafił sobie do końca ich zinterpretować. Myślał, że jak się spotka z kol. Jasiem Chlondem, to mu pomoże te epizody rozwiązać - wyjaśnić. Jego chciał zapytać, dlatego że on wiele wiedział z uwagi na bliskość jego ojca z dowództwem kompanii, a i on sam, będąc pisarzem, miał więcej wiedzy o życiu oddziału. Niestety, wezwany został na wartę niebieską. Intryguje Mieczysława pytanie, gdzie znajduje się archiwum kompanii? Chyba gdzieś w Tarnawie k/Skaly. Było ono cały czas w  gestii szefa Jana Chlonda-seniora. Być może, że przekazane zostało placówce NSZ lub AK W Tarnawie? Trudno sobie wyobrazić, by się z nim przemieszczać w naszpikowanym Sowietami (i NKWD!) terenie. Teraz jest to już tajemnica nie do rozwiązania, gdyż najważniejsi ludzie związani z tą sprawą, tj.: por. Stanisław Grabda i ppor. Wacław Proszowski oraz Chlondowie już nie żyją! Z kolegów, których później spotkał, najbardziej precyzyjną pamięcią — powiedział Mieczysław — dysponuje Stach Grudziecki —ps. "Hubert". Powiedział także, że spotkał też wątpliwych "autentyków", którzy z reguły w zbytniej obfitości i zbyt dokładnie przypominali sobie wiele zdarzeń. Gromadzili wokół siebie dalszych. Spotkał też przypadki tworzenia historii wstecz, np.: Stwierdza z całą stanowczością, że akcją zdobycia działa osobiście dowodził bezpośrednio sam por. Stanisław Grabda. Nikt inny!

Także twierdzenie, jakoby por. Stanisław Grabda uzyskali pozwolenie z dowództwa brygady na przejście do AK, po tym, co powiedział wszystkim "przed frontem kompanii", a słyszeli to wszyscy, wydaje się zbyt mocnym naginaniem faktów do czyichś życzeń. Miało to miejsce po nocnym alarmie w przerwie forsownego marszu, oddalającego kompanię od miejsca postoju brygady. Dowódca kompanii dał po przemówieniu każdemu możliwość powrotu do brygady z bronią :w ręku, z czego, o ile sobie przypomina, skorzystało tylko trzech żołnierzy. Jego zdaniem, tu dobitnie zdecydował autorytet dowódcy. Niestety, ta decyzja okazała się dla por. Stanisława Grabdy zgubna, tragiczna! Został w kraju i spotkał go okrutny los. Najpierw ciężkie śledztwo, a potem - wykonany wyrok śmierci Jego -doskonałego Polaka, patriotę swej Ojczyzny. Ten wyrok wydali na Niego też Polacy, ale właściwie zdrajcy.

Cytat z książki Zenona Markiewicza 

"Mortui viventes obligant"  (Zmarli zobowiązują żyjących) 

Jestem takim nadrzecznym łazęga czyli popularnie wędkarzem jest to jedna z moich pasji Zajmuje się amatorsko grafiką i tworzeniem portali społecznościowych.Jestem twórcą i wspóltwórcą wielu portali obecnie najnowszym dzieckiem jest portal Piewca .pl z bardziej znanych portali jest to seria przewodników wędkarskich Świętokrzyski,Pomorski i Łodzki Przewodnik WędkarskiZakres moich zainteresowań jest dość szeroki, jest to historia regionu ,socjocybernetyka społeczna,przyroda i różne powiązane z nimi rzeczy.
Nie wierzę w obecny system monetarny. Jestem zafascynowany rozwiązaniami Szwajcarii i to nie tylko w kwestii waluty lokalnej ale tez obronności oraz demokracji bezpośredniej

Komentarze

Podziękowania

Grupa Rekonstrukcji Historycznej im Stanisława Grabdy

ogromnie dziękuje Kancelarii Finansowej Pactum.

Za pomoc pomoc księgową 

Zamów newsletter

Subskrybuj nasz Newsletter, a co miesiąc wyślemy Ci informacje

Wydarzenia

Pn Wt Śr Cz Pt So N
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10
11
12
13
14
15
16
17
18
19
20
21
22
23
24
25
26
27
28
29
30
31

Nasz Facebook

Reklama google

Nasz tytuł prasowy

 

@periodyk publicystyczno-historyczny

Adres redakcji: ul Św. Weroniki 26/3,

25-658 Kielce 

 redakcja@piewca.pl

Wesprzyj naszą prace